filmpolski.pl: Film fabularny 1945-

ZAWSZE W NIEDZIELE

ZAWSZE W NIEDZIELE - galeria
Galeria zdjęć (2)

Debiut reżyserski i scenopisarski Ryszarda Bera, wcześniej asystenta m.in. Wojciecha Hasa, Wandy Jakubowskiej, Janusza Nasfetera i Aleksandra Forda. Zbieg okoliczności sprawił, że "Zawsze w niedzielę" pojawił się w "otoczeniu" dwu innych filmów o tematyce sportowej. Były nimi "Święta wojna" i "Jutro Meksyk". Na ich tle "Zawsze w niedzielę" nie prezentuje się najgorzej, choć jeden z dowcipniejszych krytyków podsumował ekranowe próby Ryszarda Bera krótko i "po sportowemu": "Jeden do dwóch". Niestety, na niekorzyść reżysera. Pozostali recenzenci nie różnili się zbytnio w swych sądach. Dwie pierwsze nowele zgodnie uznali za mniej udane i szkicowe, trzecią zdecydowanie wyróżniali, a to dlatego, że tylko ona "naprawdę bawi i niesie jakiś problem".

Ekipa

ZAWSZE W NIEDZIELE w innych naszych bazach

NIEDZIELA PIERWSZA [nowela piłkarska]

Pierwsza miniatura opowiada historię bramkarza - pechowca, który - ku ubolewaniu żony - ciągle "grzeje ławę". Pewnego razu jednak jego znakomity kolega i konkurent nie może zagrać z powodu choroby. Wieczny rezerwowy dostaje wreszcie swą szansę. Lecz wbrew przysłowiu "co się odwlecze, to nie uciecze", złośliwy los płata mu figla.

Ekipa

NIEDZIELA DRUGA [nowela lekkoatletyczna]

Nowela druga łączy motyw sportowy z miłosnym. Dwoje lekkoatletów pała do siebie gorącym uczuciem, ale bezwzględność trenerów staje zakochanym na drodze do szczęścia. Ciągłe treningi, zgrupowania, obozy kondycyjne sprawiają, że młodzi mogą spotykać się tylko na zawodach. A jak tu spędzać miłe, intymne chwile, gdy wokół patrzą tysiące ciekawskich oczu?

Ekipa

NIEDZIELA TRZECIA [nowela kolarska]

Wieńcząca cykl trzecia nowelka rozgrywa się w środowisku kolarskim. Reżyserowi udało się przy okazji ukazać w krzywym zwierciadle atmosferę małego prowincjonalnego miasteczka. Właśnie przygotowuje się ono na przyjęcie kolarzy, kończących tutaj kolejny etap wyścigu. Tak się składa, że ów etap wygrywa zawodnik, którego wszyscy znają tu "od małego". Miejscowe władze robią wszystko, by uczcić zwycięstwo "swego chłopaka". Ten jednak, widząc co się święci, ucieka od pompatycznych przemówień, bankietów, wiwatów i odznaczeń.

Ekipa

Wersja do druku