PLEBANIA
- Serial fabularny
- Produkcja: Polska
- Rok produkcji: 2000-2011
- Premiera: 2000. 10. 05
- Dane techniczne: Barwny.
Plenery: Okuniew, Krasnystaw.
Sezony
2000/2001: Odcinki 1-74. Emisja od 5 października 2000.
2001/2002: Odcinki 75-197. Emisja od 6 września 2001.
2002/2003: Odcinki 198-324. Emisja od 5 września 2002.
2003/2004: Odcinki 325-436. Emisja od 18 września 2003.
2004/2005: Odcinki 437-566. Emisja od 3 września 2004.
2005/2006: Odcinki 567-732. Emisja od 5 września 2005.
2006/2007: Odcinki 733-903. Emisja od 4 września 2006.
2007/2008: Odcinki 904-1113. Emisja od 3 września 2007.
2008/2009: Odcinki 1114-1325. Emisja od 1 września 2008.
2009/2010: Odcinki 1326-1523. Emisja od 31 sierpnia 2009.
2010/2011: Odcinki 1524-1724 . Emisja od 6 września 2010.
2011/2012: Odcinki 1725-1829. Emisja: 5 września 2011 - 27 stycznia 2012.

- Fot. Besta Film
- Galeria zdjęć (66)
Akcja "Plebanii" rozgrywa się w małym miasteczku na wschodzie Polski. Autorzy chcieli aby w przeciwieństwie do zdecydowanej większości rodzimych produkcji goszczących na naszych ekranach, akcja opowieści rozgrywała się na dalekiej prowincji. Tytułową plebanię zamieszkują ksiądz proboszcz i jego liczna, wielopokoleniowa "rodzina": gospodyni Józefina, jej córka Halina i zięć Zbigniew i ich córka Ewa. Los sprawia, że plebania staje się także przystanią dla młodego, zbuntowanego wikarego Adama i siostry proboszcza - Krystyny. Obserwujemy ich codzienne zmagania z rzeczywistością, ich zwycięstwa i klęski, chwile radości i smutku, goryczy i szczęścia.
Plebania to miejsce, gdzie splatają się losy prawie wszystkich bohaterów serialu; miejsce do którego ludzie przychodzą, aby zwierzyć się ze swoich problemów i wątpliwości, otrzymać dary, zostawić ból, postawić pytania, których nie zada się nigdzie indziej, czerpać nadzieję. Z jednej strony toczy się tu normalne życie, ale przy kuchennym stole zdarzają się rozmowy o kondycji moralnej człowieka Na plebanii koncentruje się większość miejscowych zdarzeń, problemów i konfliktów. Prędzej czy później każde wydarzenie, pozornie nawet nie związane z plebanią, wpływa na życie jej mieszkańców ...
Charakterystyka postaci:
KSIĄDZ PROBOSZCZ ANTONI WÓJTOWICZ (55 lat): Urodził się wiosną 1944 roku w Przemyślu. Ojciec - Benedykt w czasie wojny był członkiem AK. Jego zgrupowanie działało w okręgu wołyńskim. W końcu 1944 roku wraz z towarzyszami zdał broń oddziałom radzieckim. Ślad po nim zaginął. Matka - Janina Wójtowiczowa w obawie przed represjami przeniosła się na kilka miesięcy do swojej koleżanki z sąsiedniej ulicy. Urodziła Antoniego i po miesiącu uciekła wraz z synem do Włostowej koło Opatowa . Znalazła schronienie u brata męża, Bernarda - miejscowego proboszcza.. Janina wciąż czekała na męża, próbowała odnaleźć go przez PCK. Niestety, bezskutecznie. W 1953 roku Antek poszedł do pierwszej klasy. W tym samym roku bezpieka aresztowała za działalność opozycyjną księdza Bernarda. Janina przeniosła się do Opatowa, gdzie mieszkała jej dalsza, równie uboga, rodzina. Udało się jej jednak umieścić Antka w szkole z internatem w Kielcach. Janina często wspominała swojego zaginionego męża i jego brata. Antek żył w cieniu dwóch wspaniałych mężczyzn. Ojca nie znał, więc większe wrażenie robił na nim dramat stryja, który siedział w więzieniu we Wronkach. Miał nadzieję, że jeszcze go kiedyś zobaczy. Wierzył w to głęboko, chociażby dlatego, że zamieniono mu celę śmierci na dożywocie. Matka wpajała mu głęboki szacunek do człowieka, który ich uratował. Antoni, pozbawiony bezpośredniej kurateli, nie przykładał się do nauki, aż w końcu zupełnie przestał się uczyć. Nie pomagały perswazje, ani prośby matki. Tuż przed maturą został wyrzucony ze szkoły. Dzięki protekcji biskupa kieleckiego matka umieściła go w Małym Seminarium Duchownym. W ten sposób uchroniła go też przed wojskiem. W 1963 roku, kiedy już wszyscy stracili nadzieję, wrócił ojciec. Okazało się, że wywieziono go do Kazachstanu i uwięziono w obozie pracy. W połowie 1962 roku wypuszczono go. Podróż do domu i poszukiwanie rodziny trwało kilka miesięcy. W 1964 roku małżonkom Wójtowiczom urodziła się córka Krystyna. W trzy miesiące później Benedykt Wójtowicz umarł. Nie wytrzymał normalnego życia - był zbyt wycieńczony wieloletnią pracą ponad siły, niedożywiony i schorowany. Tuż przed urodzeniem siostry Antoni skończył Małe Seminarium. Nie mając lepszego pomysłu na życie, zdecydował się na dalszą naukę w Wyższym Seminarium Duchownym. Dopiero tam, na drugim roku studiów, odkrył w sobie głębokie powołanie
W 1967 roku przyjął święcenia kapłańskie. Przez kolejnych 11 lat piastował posadę wikariusza w wiejskich kościołach: Św. Jakuba w Grochowcach, Miłosierdzia Pańskiego w Skołoszowie, Chrystusa Króla w Sanoku, Św. Marcina w Przysietnicy. W 1973 roku los zetknął go z wypuszczonym po odwilży 1956 roku z więzienia stryjem, który zaproponował mu posadę wikariusza w jego parafii w Tulczynie. Po roku stryj zapadł na ciężką chorobę. Antoni za zgodą biskupa przejął jego obowiązki, a stryj przeszedł na emeryturę i został na plebanii rezydentem. Antoni bez chwili wahania zaakceptował obecność na plebanii Józefiny z dziećmi. Szanował decyzję księdza Bernarda, który przed laty przygarnął samotną kobietę, podobnie jak kiedyś rodzinę brata. Tę sytuację odbierał bardzo osobiście. Tak więc Józefina nadal była gospodynią. Kiedy nastał ksiądz Antoni, jej najstarsza 18 letnia córka uczyła się w Hrubieszowie. Była w szkole z internatem. Na plebanii mieszkało dwoje dzieci - piętnastoletnia Barbara i dziewięcioletni Krzysztof. Kiedy umarł stryj, ksiądz Antoni zatrzymał Józefinę z dziećmi na plebanii. Jako dobry i śmiały organizator zyskał wśród społeczności Tulczyna uznanie. Szybko dźwignął zapuszczone przez schorowanego stryja probostwo i skutecznie, mimo wielu przeszkód ze strony ówczesnych władz, prowadził sprawy parafii. Jego największym osiągnięciem było wybudowanie kościoła dojazdowego w sąsiedniej wsi - Brzezinach. Od czasu przejęcia probostwa przez Antoniego, przewinęło się przez nie jedenastu wikariuszy. Adam jest dwunastym, za to zupełnie niepodobnym do poprzednich. Ksiądz Antoni Wójtowicz cieszy się wśród większości parafian dużym autorytetem. Mieszkańcy Tulczyna przychodzą do niego po rady, a także po prostu porozmawiać. Jako zwolennik pracy organicznej zmusza ludzi do wszelakiej aktywności - zachęca do poprawiania standardu życia - mobilizuje ludzi do budowy wodociągu i gazociągu. Każdą pracę konsekwentnie kończy i właśnie tej odpowiedzialności za siebie i własne czyny uczy parafian. Uważa, że nic samo się nie robi. Jest przedsiębiorczy, prowadzi rozległą działalność gospodarczą. Duże gospodarstwo implikuje różną aktywność. Nie jest to łatwe w tych czasach, z tymi ludźmi i na tej ziemi. Częścią jego pracy jest dbanie o materialny stan parafii, prowadzenie ksiąg kościelnych, do czego przykłada szczególną uwagę. Ma zaszczyt dokonywać wpisów do ksiąg założonych przez jego poprzedników jeszcze w początkach XIX wieku. Jest tolerancyjny i otwarty na wiarę innych. Rozumie i przygarnia wszystkich potrzebujących cierpliwie czekając, aż sami zapukają do drzwi jego kościoła. Jeśli tego nie robią, nie zmienia do nich stosunku. Zna się na wielu rzeczach, ale także dlatego, że musi. Jest w nim także pewien rys przebiegłości, którą wykorzystuje w realizowaniu swoich zbożnych celów. Jest cierpliwy, potrafi czekać, wierzy, że Boże młyny mielą powoli.
KSIĄDZ ADAM POTOCZNY (29 lat): Urodził się w 1970 roku w Warszawie. Jego ojciec był dyrektorem dużego przedsiębiorstwa państwowego i dość wysoko postawiony członkiem PZPR. Matka pracowała w Centrali Handlu Zagranicznego. Adam wbrew woli rodziców zapisał się w wieku 12 lat do czarnego harcerstwa. Próbował też działać w grupie opozycyjnej związanej blisko z Kościołem, ale bardziej przyciągał go ruch oazowy. Tam mógł zająć się tym, co sprawiało mu największą satysfakcję - pomagał biednym i zagubionym ludziom. Nie układało mu się jednak w domu. Rodzice nie chcieli, aby szkodził ich karierze i rezygnował ze swojej. Kiedy Adam był w maturalnej klasie przeżył poważny zawód miłosny. W 1989 roku wbrew rodzinie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. Studiował teologię i filozofię. Był bardzo zdolnym i wnikliwym studentem, szybko stał się ulubieńcem pedagogów. Wróżono mu dalszą karierę naukową i proponowano studia doktoranckie w Watykanie. Adam nie był zainteresowany dalszą nauką, chciał działać wśród ludzi. Miał poza tym trudny charakter. Swoją porywczością zraził wielu kolegów i wychowawców. Zawsze upierał się przy swoim. Tak więc dość szybko zrezygnowano z przygotowywania Adama do dalszej kariery naukowej. Na jego miejsce znaleziono kogoś innego. Było to Adamowi na rękę, bowiem rozpoczął pracę z trudną młodzieżą. Oddawał się jej z coraz większym poświęceniem. W 1995 roku otrzymał święcenia kapłańskie. W tym samym czasie zaprzyjaźnił się ze znanym społecznikiem, warszawskim księdzem Krzysztofem Ukleją, który użył swych wpływów i ściągnął Adama do swojej praskiej parafii. Tam młody wikariusz rozpoczął pracę, która była sensem jego życia. Zajął się działalnością duszpasterską wśród tzw. trudnej młodzieży. Sukcesy zdarzały mu się bardzo rzadko, za to klęsk wychowawczych było dużo. Pewnego razu jego kilku podopiecznych uciekło z poprawczaka i dokonało włamania. Adam swoimi ścieżkami dotarł do nich i wraz z łupami zabrał do swojego mieszkania. Kiedy udało mu się wreszcie przekonać chłopaków, by wrócili do poprawczaka, wpadła policja. Ksiądz starał się przekonać funkcjonariuszy, że sprawa została już załatwiona, ci jednak nie chcieli nawet z nim rozmawiać. Adam stracił cierpliwość i wdał się w utarczkę z policjantami. W konsekwencji oskarżono go o paserstwo. Mimo, iż jego "współudział" został szybko przez kościelnych hierarchów wyjaśniony, Adam stał się w specyficznej praskiej parafii persona non grata. Został zesłany na wschód kraju do małej prowincjonalnej parafii. Adam Potoczny ma 29 lat. Jest przystojnym, wysokim mężczyzną. Nosi się młodzieżowo. Chodzi na ogół w dżinsach. Sutannę zakłada tylko wtedy, kiedy musi. Mało w nim księżowskiej pokory. Jest zapalczywy, szybko podejmuje decyzje. Lubi ryzyko.
JÓZEFINA LASEK (66 lat): Była żoną milicjanta - komendanta tulczyńskiego posterunku MO, który w 1965 roku zginął w tajemniczych okolicznościach. Została sama z trójką dzieci. Jej ciężka sytuacja pogorszyła się, kiedy powołano nowego komendanta. Był wyjątkowo antypatyczny i wszystkich włącznie z Józefiną traktował z góry. Pałał nieuzasadnioną nienawiścią do Laskowej, podsycaną w dodatku ciągłymi, czynionymi mimochodem przez pracowników porównaniami z dawnym komendantem. Mąż Józefiny cieszył się bowiem sławą dobrego, poczciwego i przede wszystkim sprawiedliwego człowieka. Nowy komendant już wkrótce spowodował, że pod pretekstem zatrudnienia nowego funkcjonariusza, kobietę wraz z dziećmi przeniesiono ze służbowego mieszkania do zapuszczonej rudery. Nadchodząca zima dawała im się coraz bardziej we znaki, a dzieci zaczęły chorować. Wtedy do rodziny Lasków swoją pomocną dłoń wyciągnął proboszcz Bernard Wójtowicz. Mieli jedynie przeczekać na jego plebanii zimę, ale kiedy nadeszła wiosna, okazało się, że rudera nie przetrzymała mrozów. Józefina nie miała dokąd wracać.
Ponieważ była uczynną kobietą, a jej dzieci spokojne, proboszcz postanowił zatrzymać ich wszystkich na plebanii. Józefina z wdzięcznością przyjęła propozycję księdza, wiedziała, że bez jego pomocy zginęłaby. Została gospodynią proboszcza i od początku bardzo poważnie traktowała powierzone jej zadanie. Pracowała od świtu do nocy, dla księdza Bernarda i dla swoich dzieci. Plebania stała się ich domem. Kiedy pojawił się w niej ksiądz Antoni, bez chwili wahania zaakceptował obecność "rodziny" starego proboszcza. Józefina Lasek ma 66 lat. Niewysoka, szczupła, przygarbiona. Twarz porysowana zmarszczkami. Jest pracowita i ofiarna. Irytują ją najbardziej dwie rzeczy: przejawy niedbalstwa i jej postępująca starość. Zna swoje miejsce. Skwapliwie opiekuje się księdzem, kiedy trzeba chroni go przed otoczeniem. Jest lojalna. Dobroduszna, wiecznie żywo zaciekawiona światem. Ma wielką umiejętność obracania wszystkiego w żart. Często śmieje się z siebie i innych, ale robi to życzliwie. Lubi dzieci, które często przychodzą na plebanię. One z sympatią nazywają ją - "Babadzina".
HALINA SROKA z d. LASKÓWNA (44 lata) i ZBIGNIEW SROKA (42 lata): Nikt z rodziny nie był zadowolony z małżeństwa Haliny. Zbigniew bowiem miał we wsi niezbyt dobrą opinię. Ledwo ukończył zawodówkę. Był czas, kiedy miejscowe panny podkochiwały się w przystojnym chłopaku, który słynął ze swojego szerokiego uśmiechu i równie szerokiego gestu. Halina była jedną z jego ofiar. Ale kiedy zaszła w ciążę, Zbigniew potrafił się znaleźć i ożenił się z córką gospodyni proboszcza. W miesiąc po ślubie Halina poroniła. W tym czasie Zbigniew stracił pracę. Zatrudniony był jako niewykwalifikowany robotnik w miejscowych zakładach meblarskich. Udało mu się w początkach pracy załatwić służbowe mieszkanie, do którego wprowadziła się Halina. W 1994 roku miejscowy bogacz, Jan Tracz wykupił zakłady i mieszkania. Część z nich zmodernizował, by lepiej służyły nowym robotnikom, których zatrudnił. Resztę sprzedał. Zbigniew nie miał szczęścia - został bez pracy i mieszkania. W tej sytuacji ksiądz nie widząc lepszego rozwiązania przygarnął małżeństwo na plebanię; Zbigniewowi zaproponował posadę kościelnego. Było to rozwiązanie korzystne dla obydwu stron - mąż Haliny miał pracę, a ksiądz był wolny od zarzutu, że na plebanii zajmują miejsce "darmozjady". Halina pracowała w Gminnym Zespole Administracji Szkół. Po reformie administracyjnej zespół zlikwidowano wraz z etatami. Od tego czasu kobieta jest bezrobotna. Pomaga matce na plebanii. Jej małżeństwo ze Zbigniewem nie należy do szczególnie udanych, nie mogą już mieć dziecka. W dodatku mężczyzna często się upija. Halina uważa, że jej mąż jest nic nie warty i że życie jej nie wyszło. Popada w nerwicę. Halina ma 44 lata. Wygląda na dużo starszą. Widać ślady byłej urody. Jest pracowita i honorowa jak matka. Ma dobre serce, choć skrywa je zazwyczaj pod maską surowości, bywa zrzędliwa, często płacze. Lubi oglądać w telewizji romantyczne seriale dla kobiet. Zbigniew ma 42 lata. Jest jeszcze w miarę przystojny, ale na twarzy i przede wszystkim oczach alkohol wycisnął swoje piętno. W sumie człowiek łagodny, ale o słabym charakterze.
BARBARA WOJCIECHOWSKA z d. LASKÓWNA (41 lat) i PIOTR WOJCIECHOWSKI (41 lat): Obydwoje pracują w Tulczynie. Są dumą Józefiny. Ona lekarka, on komendant posterunku policji. Oboje są szanowani i lubiani. Piotr urodził się w Hrubieszowie w skromnej rodzinie. Ojciec był stolarzem, a mama wychowawczynią w miejskim przedszkolu. Zaraz po maturze poszedł do milicji. W 1981 roku wstąpił do "Solidarności".
Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany. Dla Piotra nie był to stracony czas. W więzieniu poznał wielu ciekawych ludzi, z którymi prowadził ciągnące się godzinami rozmowy o polityce, historii i literaturze. Chłonął zasłyszaną wiedzę, dużo czytał. Po zwolnieniu, dzięki pomocy internowanego profesora, rozpoczął studia na wydziale historii KUL. W Lublinie podczas potańcówki w "Chatce Żaka" poznał Barbarę, studentkę Akademii Medycznej. Pobrali się i razem już wrócili do rodzinnej wsi Barbary. W 1989 roku zaczął uczyć historii w miejscowej podstawówce. Był nauczycielem dwa lata, ale praca ta nie dawała mu wielkiej satysfakcji. Kiedy MO przekształcono w policją - znalazł się w jej szeregach. Ze względu na rodzinę nie zgodził się na dodatkowe studia w Szczytnie. Został komendantem gminnego posterunku. Mimo iż ma bardzo duży szacunek dla prawa, to jednak nie jest sztywnym służbistą. Ma zrozumienie dla ludzi i ich słabostek, czasem udaje nawet, że czegoś nie widzi. Ma swoją metodę - uważa, że lepiej z kimś pogadać, obśmiać go, nawet pouczyć, niż stosować ostre restrykcje. We wsi nie ma większych problemów. Prawdziwym gangsterem w odczuciu Piotra i wielu mieszkańców Tulczyna jest Jan Tracz, ale nigdy nikt nie złapał go na gorącym uczynku. Piotr nie ufa rodzinie Traczów i na wszelki wypadek ma na oku restaurację " Angelika" i jej właściciela - młodego Tracza. Wielu ludzi we wsi traktuje Piotra jak swojego. Często przychodzą do niego, by po prostu pogadać. Kobiety opowiadają o swoich mężach i dzieciach, mężczyźni o kłopotach w pracy. Piotr jest wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Trudno o nim powiedzieć, że jest przystojny. Ma jednak bardzo dobrą miłą twarz, na której często pojawia się szczery uśmiech. Jest pogodnym człowiekiem. Dobroduszny, ale potrafi być surowy i konsekwentny. Czasami bywa pryncypialny. Ponieważ jest inteligentny, niełatwo nabić go w butelkę. Jest troskliwym mężem i ojcem. Można na niego liczyć. Barbara od dziecka marzyła o zawodzie lekarki. Kiedy pierwszy raz była z matką w ośrodku zdrowia u doktora Blumentala patrzyła z zaciekawieniem na jego biały fartuch i tajemnicze, poustawiane w białych przeszklonych szafkach narzędzia. Po wyjściu z gabinetu oświadczyła zdecydowanym głosem - "ja też będę lekarką". Józefina także w to wierzyła. Basia była bowiem poważniejsza i bardziej odpowiedzialna od swojego rodzeństwa. Wszystkie swoje zadania wykonywała starannie i konsekwentnie. Często przynosiła na plebanię liście, zioła i owady. O każdej roślinie umiała powiedzieć, do czego służy i jak się z niej korzysta. Ksiądz Antoni namówił Basię do robienia zielników, a pani od biologii nauczyła, jak preparować owady. Te zbiory Barbara trzyma do dziś. Coraz częściej zagląda do nich jej córka Karolina. Barbara lubiła chodzić do szkoły, ale zdecydowanie wolała przesiadywać godzinami w ośrodku zdrowia i patrzeć, jak doktor Blumental zajmuje się pacjentami. Niekiedy miała zaszczyt "asystować" przy nieskomplikowanych zabiegach. We wsi wszyscy powoli zaczęli mówić, że rośnie im nowa "doktorka". W IV klasie liceum Barbara dostała się do okręgowego etapu Olimpiady Biologicznej, ale niestety to osiągnięcie nie uprawniało jej do pójścia na studia bez egzaminów. Przeżyła to bardzo, ale nie załamała się. Ze zdwojoną siłą uczyła się biologii, chemii i fizyki. Egzaminy na medycynę w Lublinie musiała zdać i to bardzo dobrze. Konkurencja była tak duża, ze Józefina powątpiewała po cichu w szanse córki. Martwiła się, że nie stać jej na dodatkowe lekcje. Basia sprawiła wszystkim radość - nie tylko że dostała się na studia , ale w dodatku była w czołówce przyjętych. Józefinę rozpierała duma. Ksiądz Antoni zarządził z tej okazji wielkie przyjęcie dla bliskich i przyjaciół.
Wakacje tuż przed pójściem na I rok studiów Barbara wykorzystała na pomoc matce i księdzu Antoniemu, z którym jeździła do biednych. Często też zaglądała do ośrodka zdrowia. Lipcowy dzień, w którym doktor Blumental powiedział do niej "koleżanko" zalicza do jednego z najszczęśliwszych dni swojego życia. Matka i siostra w miarę swoich możliwości próbowały wyprawić ją na studia. Szyły wieczorami ubrania dla Basi - bo przecież tam w mieście nie mogła różnić się od innych. Przed wyjazdem do Lublina ksiądz Antoni zaprosił ją do swojej kancelarii. Zapytał z troską - "wrócisz do nas, czy zostaniesz w mieście". Basia odpowiedziała bez zastanowienia - wrócę. Po chwili dodała "Jeśli znajdzie się tu dla mnie miejsce". "Tu jest twój dom" - skończył rozmowę ksiądz Antoni. W Lublinie często z koleżankami chodziła na dyskoteki do "Chatki Żaka". Tam poznała Piotra. Był pierwszym mężczyzną, na którego naprawdę zwróciła uwagę. Poważny, budzący zaufanie, nieśmiało uśmiechnięty znacznie różnił się od niefrasobliwych kolegów Barbary. Szybko stali się parą. Pobrali się w 1983 roku. Ślub cywilny wzięli w Lublinie, kościelny celebrował w Tulczynie ksiądz Antoni. Piotr był oczarowany okolicą i serdecznością rodziny żony i ku radości Basi zgodził się związać na zawsze z Tulczynem. Problem mieszkania rozwiązał się sam. Doktor Blumental akurat potrzebował wsparcia, więc przyjął Barbarę do ośrodka z otwartymi rękami. Należało się jej służbowe mieszkanie. Są w nim do dziś, ale już w większym gronie - z dwojgiem dzieci - urodzonym w 1983 roku Mateuszem i 12 letnią Karoliną. Barbara jest drobną, niewysoką, delikatną kobietą. Sama się dziwi, że ma tak dużo sił, by do pacjentów pokonywać kilometry i potem jeszcze godzinami siedzieć w ośrodku i przyjmować chorych. Jest oddaną i wnikliwą lekarką. Bardzo wrażliwa, wszystko przyjmuje serio. Niedościgłym wzorem lekarza jest dla niej doktor Blumental.
MATEUSZ WOJCIECHOWSKI (17 lat): Urodził się w Lublinie, na początku 1984 roku. Jego rodzice studiowali, wychowywał się więc trochę w akademiku wśród rozhukanych studentów, a trochę u Józefiny na plebanii. Kochany przez babkę, lubiany przez proboszcza, był dzieckiem niekonfliktowym, choć żywym. Od najmłodszych lat wykazywał dużą wrażliwość muzyczną. Józefina sądzi, że to ona zaszczepiła w chłopcu talent. Śpiewała mu piękne ludowe piosenki, smętne dumki, których nauczyła się w dzieciństwie i żartobliwe, nie zawsze cenzuralne przyśpiewki. Mateusz jest średnim uczniem, nauce poświęca się tyle, ile trzeba. Czas wypełnia słuchaniem płyt z muzyką rockową, heavy-metalową, punkową oraz techno i próbami w założonym wraz z kolegami zespole "Trans". Jego rodzice przymykają na to oczy czując, że lepsze głośne granie, niż wystawanie pod sklepem, jak to czyni przeważająca część męskiej tulczyńskiej młodzieży. Mateusz marzy o organach Yamahy. Niestety rodziców nie stać na taki wydatek. Z pomocą przychodzi ksiądz Antoni, który pozwala Mateuszowi ćwiczyć palce na kościelnych organach . Po czasie proponuje chłopcu, by grał podczas mszy. Mateusz więc zaczyna odkrywać tajniki klasycznej muzyki. Do wściekłości doprowadzają go fałszujące w czasie mszy dziewczyny ze scholi. Nie daje sobie rady z Bachem, jest przecież samoukiem, ale postanawia i ten problem rozgryźć. Marzy mu się także, że jego zespół będzie koncertował, a słuchające ich dziewczyny będą piszczały ze szczęścia. Mateusz ubiera się nonszalancko i bardzo modnie. To wzbudza irytację jego ojca, który uważa, że prawdziwy mężczyzna nie przykłada tak wielkiej wagi do strojów. Mateusz kocha Karolinę, ale ma pretensję do niej o to, że znosi do domu jakieś obrzydlistwa. On jako człowiek o naturze artystycznej brzydzi się żab, patyczaków i myszy.
KAROLINA WOJCIECHOWSKA (12 lat): Urodziła się w marcu 1987 roku w Tulczynie. Poród odbierał doktor Blumental. Jest zapatrzona w swoją mamę. Odziedziczyła po niej zamiłowanie do biologii. Po ojcu zdecydowanie i temperament. Wiecznie rozbiegana i ciągle zadająca skomplikowane pytania. Wszędzie jej pełno. Trochę ciekawska, a trochę wścibska. Ma jednak tak dużo uroku, że wszyscy mają do niej cierpliwość i ją uwielbiają. Jest ogromnie ambitna, wszędzie musi być pierwsza - także w szkole. Uczy się świetnie. Wiedzę zagarnia łakomie do siebie, co nie znaczy, że jest egoistką. Lubi jednak powiedzieć - to jest moje, to ja wymyśliłam. Często podkreśla swoje zasługi. Lubi być pępkiem świata, ale krótko trzymana przez rodziców, nie przesadza, hamuje swoje zapędy. Jak mówi - trenuje charakter. Jest nad wyraz przymilna, gdy przynosi do domu dziesiątą z rzędu biedną samotną mysz, albo kolejny nowy słoik z patyczakami. Zbiera wszystko, co się rusza. Rodzina nigdy nie wie z jakim owadem czy zwierzątkiem obudzi się w łóżku, albo na co nadepnie. W jej pokoju jest prawdziwy ogród. Hoduje wiele roślin, w tym próbuje eksperymentować z egzotycznymi kwitami, co jej nie za bardzo jej wychodzi. Podobnie jak jej mama prowadzi zielnik. Karolina waha się czy być botanikiem, czy weterynarzem. Skłania się jednak coraz bardziej ku leczeniu zwierząt - wtedy połączy zawód mamy ze swoim wielkim hobby. Rodzice próbują pohamować pasję córki. Obawiają się, że niedługo nie będzie dla nich miejsca. Nie udaje im się to. Ostatnio, gdy przeczytała artykuł o mikrobiologii, zaczęła interesować się biochemią.
KRYSTYNA CIEPLAK z d. WÓJTOWICZ (35 lat): Krystyna urodziła się w niecały rok po powrocie ojca z tułaczki - w 1964 roku, w Opatowie. Podobnie jak jej dwadzieścia lat starszy brat w ogóle się nim nie nacieszyła. Zmarnowany i wycieńczony latami głodu, pracą ponad siły i długą wędrówką zmarł, kiedy córka miała zaledwie kilka miesięcy. Krystyna od najmłodszych lat była małomówną, trochę skrytą, zahukaną dziewczynką, daleko odstającą ubraniem i zachowaniem od swoich rówieśniczek. Była też od koleżanek dużo poważniejsza. Musiała być też odpowiedzialna. Matka, biorąca każdą pracę, byleby utrzymać rodzinę, od małego zostawiała ją w domu. Siedmioletnia Krysia musiała sama sobie przygrzać obiad, pozmywać po nim , a także zadbać o naukę. Była prawdziwym skarbem matki. Z bratem widywała się rzadko. Gdy Antoni przyjeżdżał, bała się jego długiej czarnej sutanny i chowała za spódnicą matki. Uczyła się dobrze, ale bez specjalnych osiągnięć. Po maturze postanowiła zdawać na psychologię. Nie umiała odpowiedzieć na dociekliwe pytania matki, dlaczego wybrała właśnie ten kierunek. Wstydziła się przyznać, że jest po prostu modny, a jej i tak jest wszystko jedno. Bo tak naprawdę prawdziwym powodem pójścia na studia była chęć wyrwania się z ubogiego domu i spod surowej kurateli matki. Janina Wójtowiczowa przyjęła decyzję córki bez buntu, choć zdecydowanie wolała dla niej coś bardziej praktycznego - jakąś dwuletnią szkołę dla księgowych lub kosmetyczek. Nie miała poza tym siły na perswazje, była schorowana i coraz bardziej zmęczona życiem. Krystyna egzamin na psychologię oblała. Dowiedziała się jednak, że jest jeszcze dodatkowa rekrutacja na mało obleganą rusycystykę na UMCS. Poszła za ciosem i nie mówiąc nikomu słowa, przystąpiła do egzaminów. Udało się, nie musiała wracać do Opatowa. Jej matka umarła w końcu listopada 1983 roku, w dwa miesiące po rozpoczęciu przez Krysię studiów. Jej brat Antoni wspierał siostrę w miarę swoich możliwości.
Na pierwszym roku podczas ćwiczeń Krystyna poznała dr Jana Cieplaka. Nie zrażona, że ma opinię podrywacza chętnie przyjęła propozycję randki. Po paru miesiącach była już jego żoną. Na jej prośbę wzięli ślub kościelny. Niebawem Jan otrzymał propozycję objęcia posady dyrektora Instytutu Rusycystyki, ale postawiono mu warunek - ma wstąpić do partii. Jan po pewnych wahaniach, zdecydował się na karierę. Od tego czasu niechętnie spoglądał na kontakty jego żony z bratem - księdzem. Barbara, dla dobra swojego małżeństwa, znacznie ograniczyła z nim kontakty. Niewiele to pomogło. Jej męża coraz częściej nie było całymi dniami w domu. Krystyna podejrzewała, że musi się coś za tym kryć. Na tym tle mieli już za sobą parę poważnych kłótni. Po skończeniu studiów Krystyna podjęła pracę w lubelskim liceum. Straciła ją w 93 roku, bo nikt nie chciał uczyć się rosyjskiego. Czuła się niepotrzebna i coraz bardziej lekceważona przez męża. Myśląc, że go odzyska, zdecydowała się na dziecko. W 1994 urodziła Kasię. Jednak docent Cieplak nie nadawał się na ojca. Coraz częściej przebywał poza domem. W końcu doszło do awantury i ostrej wymiany zdań na temat licznych kochanek Jana. Skończyła się ona rękoczynami. Jan nie tylko uderzył żonę, ale także stającą w jej obronie Kasię. Krystyna opuściła męża. Wyjechała do Tulczyna szukać pomocy u brata. Chciała zacząć wszystko od nowa. Krystyna jest ładną kobietą. Nie zawsze można to dostrzec już na pierwszy rzut oka. Na jej twarz pojawia się czasem wyraz zaciętości i rozgoryczenia. Nie lubi mężczyzn, często pozwala sobie wobec nich na uszczypliwość i ironię. Stara się być dzielna, samodzielna i aktywna. Rzadko liczy się ze zdaniem innych. Swoją córkę Kasię obdarza nadmierną troskliwością.
ANGELIKA (ANIELA) TRACZ z d. BURASÓWNA (28 lat) i JANUSZ TRACZ (31 lat): Urodzony w 1968 roku w Tulczynie. Od dzieciństwa rozpieszczany i otaczany luksusem, o jakim nawet nie śniło się miejscowym dzieciom. Powoli wzrastało w nim uczucie, że jest pępkiem świata. Zawdzięczał to swojej matce, bo ojciec chował go raczej surowo. Kiedy poślubił Angelikę, Miss Hrubieszowa i II wice-miss ziemi lubelskiej, otrzymał od ojca w prezencie ślubnym nieduży dom i jedyną restaurację w Tulczynie. Ojciec chciał sprawdzić, czy syn będzie umiał utrzymać i rozwinąć ten interes. Janusz na cześć swej żony nadał restauracji nazwę "Angelika". Knajpka stała się natychmiast przykrywką dla szybkich, podejrzanych i prowadzonych z dużą bezwzględnością interesów młodego Tracza. Angelika urodziła się w 1971 roku w Hrubieszowie. Po swojej matce, woźnej w szkole podstawowej, odziedziczyła niebanalną urodę. Dzięki niej i swoistej inteligencji połączonej z tupetem, zdobyła swojego "księcia z bajki". Obdarzona dużym temperamentem, szybko zaczęła się nudzić w zbudowanej przez męża "złotej klatce". Pochłonięty interesami Janusz coraz bardziej ją zaniedbuje, a poza tym... no cóż, wybory Miss są co roku.
Dr JAKUB BLUMENTAL (73 lata): Jakub urodził się w Krakowie w 1926. Pochodzi z inteligenckiej rodziny. W 1952 roku otrzymał dyplom lekarza. W tym samym roku powołano go do wojska. Natychmiast otrzymał nakaz pracy w więziennym szpitalu w Krakowie.
Po 1956 roku Jakubowi udało się zrzucić mundur. Nie chciał już mieszkać w Krakowie. Ponieważ w dalekim Zamościu potrzebowano lekarza internisty, Blumental szybko podjął decyzję o przeniesieniu. W 1974 roku Jakub otrzymał propozycję objęcia Ośrodka Zdrowia w Tulczynie. Po kilku latach zdecydował się z żoną zostać tu na zawsze. Kupił kawałek ziemi przy lesie i wybudował na niej dom. Jakub szybko zdobył sobie uznanie i szacunek miejscowej społeczności. Doktora kochano dosłownie za wszystko - za to, że potrafił wyrwany w nocy ze snu bez szemrania przyjąć poród, jechać kilkanaście kilometrów po wertepach, czy przedzierać się przez śnieg, by komuś pomóc. Często nie brał za to pieniędzy, a jeśli już to symbolicznie - za benzynę. W latach osiemdziesiątych pomagał proboszczowi przy rozdziale darów z zagranicy. Wiele transportów z pomocą dotarło do Tulczyna dzięki jego zagranicznym kontaktom.
Ekipa - lista skrócona
- Reżyseria: Jerzy Łukaszewicz (odcinki: 172-177, 190-195, 207-212, 227-230, 243-249, 262-267, 280-285, 298-303, 322-327, 346-351, 370-375, 394-405, 425-430, 449-454, 529-534, 559-562, 573-578, 591-594, 603-606, 619-622, 635-638, 653, odcinek specjalny (2.04.2006), 693/694-697, 706-709, 838-841, 858/859-861, 878-881, 900-903, 916-919, 934-938, 942, 969-973, 984-988, 999-1003, 1034-1038, 1049-1054, 1074-1078, 1094-1099, 1129-1138, 1144-1147, 1164-1168, 1194-1999, 1235-1239, 1270-1275, 1301-1305, 1316-1320, 1326-1329, 1346-1350, 1371-1375, 1391-1395, 1406-1411/1412, 1428-1432, 1438, 1524, 1529-1533, 1536-1543, 1564-1568, 1584-1588, 1599- 1603, 1624-1628, 1654-1658, 1684- 1688/1689, 1760-1769, 1780-1789, 1800- 1809; w odcinkach 1439 -1523 funkcja: reżyser wiodący), Wojciech Solarz (odcinki: 1-4, 9-12, 17-20, 29-32, 37-42, 47-50, 55-57/58, 67-70, 79-82, 91-98, 111-116, 129-134, 141-146, 159-165, 184-189, 196-200, 213-219, 231-236, 250-255, 274-279, 281, 283-284, 292-297, 316-321, 340-345, 364-369, 388-393, 419-424, 443-454, 510-515, 532-540, 553-558, 585-590, 615-618, 647-650, 671-674, 698-701, 710-716, 721-724, 745-748, 770-773, 794-797, 822-825, 846-849, 866-869, 886-890, 929-933, 979- 980-983, 1004-1008, 1055-1058, 1100-1103, 1124-1128, 1159-1163, 1210-1214, 1255-1259, 1291-1295, 1341-1345, 1386-1390, 1418-1422, 1448-1457, 1478-1488, 1509-1522, 1574- 1578, 1649-1653, 1745-1749, 1780-1789), Jerzy Sztwiertnia (odcinki: 21-24, 33-36, 43-46, 51-54, 59-62, 71-74, 83-86, 99-104, 117-122, 135-140, 153-158, 178-183, 201-206, 220-226, 237-242, 256-261, 268-273, 304-309, 328-333, 352-357, 376-381, 406-411, 431-436, 455-472, 479-485, 492-497, 504-509, 522-528, 541-546, 568-572, 599-602, 611-614, 631-634, 644-646, 655-662, 675-679, 681, 687-691/692, 702-705, 710-711, 733-736, 753-756, 765-769, 778-781, 790-793, 806-809, 818-821, 832-833, 842-845, 862-865, 882-885, 898, 908-911, 924-928, 949-953, 974-978, 994, 1019-1023, 1044-1048, 1069-1073, 1089-1093, 1119-1123, 1139-1143, 1169-1173, 1200-1205, 1215-1219, 1230-1234, 1260-1264, 1296-1300, 1321-1325, 1351-1355, 1402-1405, 1439-1447, 1458-1467, 1499- 1508), Iwona Siekierzyńska (odcinki: 516-521, 547-552, 563-567, 579-584, 595-598, 607-610, 627-630, 651-654, 667-670, 683-686, 698-701, 729-732, 741-744, 757-760, 774-777, 786-789, 802-805, 814-817, 834, 854-857, 874-877, 894-899, 912-915, 923, 954-958, 1014-1018, 1079-1083, 1109-1113, 1154-1158, 1179-1183, 1220-1224, 1250-1251, 1281-1285, 1311-1315, 1331-1335, 1396-1401, 1433-1437, 1448-1457, 1489-1498, 1509-1522, 1544- 1548, 1594-1598, 1619-1623, 1674-1678, 1700-1704, 1760-1769, 1810-1814), Ewa Pytka (odcinki: 623-626, 639-643, 655-663, 679-682, 717-720, 737-739, 749-752, 761-764, 782-785, 798/799-801, 810-813, 826-831, 850-853, 870-873, 891-893, 904-907, 944-948, 959-968, 989-991, 1009-1013, 1039-1043, 1059-1063, 1174-1178, 1206-1209, 1225-1229, 1245-1249, 1265-1269, 1361-1365, 1381-1385, 1468-1477, 1499-1508), Maciej Migas (odcinki: 939-941, 943, 964-968, 1024-1028, 1064-1068, 1104-1108, 1114-1118, 1276-1280, 1376-1380, 1423-1427, 1478- 1488, 1664-1668), Agnieszka Smoczyńska (odcinki: 1240-1244, 1286-1290, 1306-1310, 1336-1340, 1519-1520, 1523, 1529-1533, 1554-1558, 1720-1724, 1735-1739, 1800- 1809, 1825-1829), Adam Guziński (odcinki: 1366-1370, 1413-1417, 1549-1553, 1604-1608, 1669-1673, 1690-1694, 1715- 1719, 1725-1729, 1750-1759, 1790-1799, 1815-1819), Jose Iglesias Vigil (odcinki: 1529-1533, 1559-1563, 1589-1593, 1609-1613, 1629-1633, 1659-1663, 1705- 1709, 1740-1744, 1750-1759, 1790-1799 ; w napisach nazwisko: Iglesias), Grzegorz Pacek (odcinki: 1534-1538, 1579-1583, 1614-1618, 1679-1683, 1770-1779), Marek Lechki (odcinki: 1569-1573, 1634-1638, 1710-1714, 1730-1734, 1770-1779, 1820-1824)
- Scenariusz-nowela: Olaf Olszewski (od odcinka 173)
- Scenariusz-pomysł: Stanisław Krzemiński, Olaf Olszewski
- Zdjęcia: Tomasz Tarasin, Jacek Rudnicki
- Scenografia: Anna Gąsiorowska
- Dekoracja wnętrz: Anna Wiśniarowska (od odcinka 340)
- Kostiumy: Joanna Dadas, Marta Kosakowska, Mariola Kozak, Elżbieta Kuśnierz (od odcinka 95)
- Muzyka: Tadeusz Woźniak
- Kierownictwo produkcji: Mirosław Warchoł, Maja Hegenbarth, Paweł Hegeman
- Współpraca produkcyjna:
- Producent prowadzący: Stanisław Krzemiński, Anna Kępińska-Andryszczak
- Produkcja wykonawcza: Besta Film
- Współpraca produkcyjna: STI Studio Filmowe
- Produkcja: Telewizja Polska - Agencja Filmowa (dla Programu 1)
- Obsada aktorska: Włodzimierz Matuszak (proboszcz Antoni Wójtowicz), Katarzyna Łaniewska (Józefina Lasek, gospodyni proboszcza), Bernadetta Machała-Krzemińska (Krystyna Cieplak-Walencik, siostra proboszcza), Dariusz Kowalski (Janusz Tracz), Marcin Piętowski (ksiądz Artur Górecki, wikariusz w Hrubielowie), Barbara Zielińska (Zofia Grzybowa)
Nagrody
- 2004 - Niepokalanów (MFF Katolickich)-II nagroda w kategorii: film fabularny i widowisko telewizyjne za "dokonanie przemyślanego i udanego montażu wybranych odcinków z serialu telewizyjnego "Plebania", za ukazanie codzienności życia wspólnoty parafialnej - jej problemów i sposobów rozwiązywania"


















