filmpolski.pl: Krótki metraż, dokument, animacja

WRACAM DO DOMU

Miał obsesję. Była nią służba ojczyźnie, a raczej żal do losu, że nie mógł walczyć o nią z bronią w ręku. Gabriel Narutowicz wyjechał z kraju z powodu choroby, a potem już musiał pozostać za granicą. Przy pierwszej okazji porzucił wszystko i ruszył do Warszawy. Mówił: "Wracam do domu. Jadę do Polski odrobić to, co nie dane mi było wykonać za młodu. Jadę odbyć służbę wojskową". Kilka lat później został w ojczyźnie zamordowany. Tworząc jego filmowy portret Lucyna Smolińska i Mieczysław Sroka każą widzowi uświadomić sobie, jak niepowetowaną stratę poniosła Polska z jego bezsensowną śmiercią. Urodził się w marcu 1865 roku w Brewikach, w niewielkim majątku ojca na Żmudzi. Jan Narutowicz zmarł rok później, straciwszy zdrowie w carskim więzieniu, na które skazano go za pomoc powstańcom styczniowym. Matka, Wiktoria ze Szczepkowskich, wychowywała synów - Gabriela i Stanisława - w duchu niezwykle patriotycznym. Po ukończeniu niemieckiego gimnazjum klasycznego w Lipawie, Gabriel podjął studia w Petersburgu, na wydziale fizyczno- matematycznym. Ciężka choroba płuc zmusiła go do przerwania nauki i wyjazdu na leczenie, do Davos w Szwajcarii. Po krótkiej i skutecznej kuracji wznowił studia na Wydziale Inżynieryjnym Politechniki w Zurychu. Było tam wielu polskich emigrantów i ich liczne partie polityczne. Narutowicz stronił jednak od polityki, choć darzył sympatią zwolenników pisma "Walka klas", tworzących najradykalniejsze ugrupowanie, wyrażające poglądy partii Proletariat. Marzył o nowym powstaniu. Z myślą o nim zapisał się też na Wydział Wojskowy swojej uczelni. W marcu 1889 roku, w lesie pod Zurychem, podczas prób z materiałami wybuchowymi został ranny Aleksander Dębski, proletariatczyk, przyjaciel Gabriela. Trzeba było z jego mieszkania usunąć papiery dekonspirujące rewolucyjnych działaczy. Narutowicz to zrobił. Skazano go za to na kilka dni aresztu. W konsekwencji jednak poselstwo rosyjskie w Szwajcarii odmówiło mu wydania paszportu. Zażądano też jego powrotu do kraju i wydano list gończy, nakazujący aresztowanie, kiedy tylko przekroczy granicę. Z tą chwilą Narutowicz miał już zamknięty powrót do ojczyzny. W 1891 roku ukończył studia z wynikiem celującym i podjął pracę w St. Gallen. Początkowo nędznie wegetował. Dopiero związanie się w 1895 roku z firmą Kursteimera odmieniło jego życie i dało początek oszałamiającej karierze. Gabriel Narutowicz zajął się przedsięwzięciem jeszcze mało znanym: projektowaniem i budową elektrowni wodnych. Stał się w tej dziedzinie znanym ekspertem. Budował elektrownie wodne w Szwajcarii i całej Europie, stosując wspaniałe, nowatorskie rozwiązania. Nie zapominał jednak o Polsce. Domagał się niepodległości dla niej. Sympatyzował z legionami Piłsudskiego. Pośredniczył w przekazywaniu im funduszy zbieranych w Ameryce. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, wrócił do Warszawy, choć prowadził kilka budów rozpoczętych w krajch europejskich. Chciał być użyteczny. Początkowo nie oceniono go wysoko, co przyjął ze spokojem. Zaproponowano mu jedynie objęcie posady w Ministerstwie Robót Publicznych. Wkrótce jednak został wiceministerem w tym resorcie. Badał możliwości uregulowania Wisły. Doprowadził do budowy elektrowni wodnych w Porąbce i Gródku Pomorskim. Myślał o budowie w kraju sieci budowli hydrologicznych, którą projektował już w 1911 roku. W czerwcu 1920 roku został ministrem Robót Publicznych w rządzie Władysława Grabskiego i piastował to stanowisko w kilku następnych gabinetach. Realizował zadanie ogromne: odbudowę zrujnowanego wojną kraju. Inicjował budowę dróg i mostów, szkół i gmachów użyteczności publicznej. Był też Polsce bardzo użyteczny na arenie międzynarodowej, jako znany, wybitny specjalista, władający 9 językami, cieszący się szacunkiem i autorytetem. W grudniu 1922 roku Gabriela Narutowicza wybrano pierwszym prezydentem Rzeczypospolitej, choć nie chciał tego i jeszcze przed głosowaniem na forum Sejmu próbował wycofać swoją kandydaturę. Prawica rozpętała przeciw niemu nagonkę, oskarżając go o wszystko, co najgorsze. 11 grudnia został jednak zaprzysiężony w Belwederze. 16 grudnia pojechał na otwarcie wystawy w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pieknych "Zachęta". Wszedł do sali na pierwszym piętrze budynku. Tam padły trzy strzały. Jeden z pocisków trafił go wprost w serce.
[www.tvp.com.pl]

Ekipa

Wersja do druku