ABSCHIED

"Pożegnanie" przedstawia jeden z letnich dni u schyłku życia Bertolta Brechta, odmierzanych kurantami domowego zegara. Jednak celem reżysera Jana Schütte i scenarzysty Klausa Pohla zda się być nie tyle wierne przedstawienie biografii znanego dramaturga, co naszkicowanie egocentrycznej osobowości artysty, obok którego przetacza się historia i życie wśród rodziny i przyjaciół (a zwłaszcza przyjaciółek) w swoistej mieszance miłości, nienawiści i zazdrości. W roku 1956 Bertolt Brecht (w tej roli Josef Bierbichler) jest niemłodym, raczej nieatrakcyjnym, schorowanym człowiekiem, choć wokół niego w dziwnych wzajemnych układach widać aż pięć kobiet: żonę Helenę Weigel, słynną postać teatru niemieckiego, córkę, asystentkę, a także byłą kochankę oraz aktualną kochankę, która jest młodą aktorką. W tle tej historii pojawiają się także funkcjonariusze STASI, którzy mają aresztować młodego gościa Brechta - Wolfganga Haricha, jednego z dysydentów reprezentujących odwilżowe trendy, jakie zarysowały się wśród inteligencji krajów komunistycznych u schyłku lat pięćdziesiątych. Jednak to nie tragiczne dzieje przymiarek do socjalizmu o ludzkiej twarzy w krajach bloku wschodniego właśnie w tych latach są w tym filmie najważniejsze. Tu chodzi o twarz Brechta: dramaturga utożsamianego z rewolucyjną awangardą, który najpierw w imię wolności artystycznej udał na Zachód, aby potem w sama porę uciec z USA do NRD przed antykomunistyczną nagonką, dziwnie podobną do antyimperialistycznej histerii na Wschodzie. Brecht stał się wzorcową ikoną kultury NRD, ale w filmie widzimy przede wszystkim studium zadziwiająco egoistycznej postaci artysty, który albo zatraca wrażliwość, albo wręcz ją wyostrza w imię czystej gry ludźmi i historią. Warto tu zacytować samego Brechta: "Człowiek hołduje bardziej dobru niźli złu, ale warunki nie sprzyjają mu". [TVP]

Ekipa