Wyszukiwaniex

Proszę wpisać poszukiwane słowo lub jego fragment.

Opcja fragment pozwala wyszukać każde wystąpienie poszukiwanego wyrażenia.

Opcja początek pozwala wyszukać wszystkie tytuły i nazwiska rozpoczynające się od wyszukiwanego wyrażenia.

Opcja dokładnie wyszukuje tylko te filmy i osoby, których tytuły, imiona i/lub nazwiska są takie same jak wyszukiwane wyrażenie.

WAŻNE! Proszę pamiętać, że każda osoba wpisana jest do bazy w formie „nazwisko, imię”. Wyszukując osoby w opcji początek należy wpisać jej nazwisko lub jego początkowy fragment, w opcji dokładnie należy wpisać np. Kowalski, Jan (nie Jan Kowalski). W tej opcji wpisanie przecinka i spacji JEST KONIECZNE.

Szukaj w bazie

PEŁNĄ PARĄ

  • Serial fabularny
  • Produkcja:
    Polska
  • Rok produkcji:
    2005
  • Premiera:
    2005. 12. 03
  • Barwny, 6 odcinków.
    Okres zdjęciowy: 14 października - 10 listopada 2005. Plenery: Sopot, statek "Parasolnik".

Współczesny serial z wątkami kryminalnymi. Głównymi bohaterami serialu są oficerowie żeglugi morskiej, którzy z powodu błędów sądowych utracili dotychczasową pracę, ale nie zamierzają rezygnować z zawodu. W tym celu wynajmują statek wycieczkowy.
Dwaj marynarze - kapitan żeglugi wielkiej Henryk Niwiński i starszy oficer mechanik Zygmunt Marciniak w wyniku morskiej katastrofy utracili sens życia. Odebrano im na kilka lat prawo wykonywania zawodu. Ten okres właśnie mija. Żeby wrócić do pływania, obaj oficerowie muszą ponownie zdać specjalistyczne egzaminy w Izbie Morskiej. Zdają je. Są pełni nadziei. Wtedy okazuje się, że żaden armator nie chce ich zatrudnić. Wśród ludzi morza panuje bowiem przekonanie, że Zygmunt i Henryk przynoszą pecha i każdy statek, na którym by się pojawili, spotka nieszczęście. Równolegle widz poznaje życie prywatne bohaterów. Zygmunt jest mężem Zosi, siostry Henryka. Zygmunt i Zosia mają dwóch synów w wieku szkolnym, Henryk ma osiemnastoletnią córkę, jest wdowcem od 16 lat. Mieszkają w tej samej kamienicy w Sopocie. Sopot, miasto niezwykłe, jest tłem - a także uczestnikiem wydarzeń. Jednym z ważniejszych pobocznych wątków jest historia Bogusi, dawnej szkolnej miłości Henryka, która po długim pobycie w USA wraca do Sopotu z synem o klasycznie afrykańskiej urodzie. Rodzi to rozmaite problemy w środowisku. Henryk i Zygmunt mają okazję wynajęcia niewielkiego statku spacerowego, który przez lato stał przy sopockim molo jako restauracja, ciesząca się zresztą zasłużenie złą sławą. Statek ma popsuty silnik, ale gdyby nawet udało się go naprawić, to pływanie między Sopotem a Helem jest dużo poniżej aspiracji Henryka i Zygmunta. Po wahaniach i perypetiach decydują się jednak na wynajem. Henryk uruchamia firmę turystyczną, planuje jej rozwój w oparciu o statek. Angażuje załogę, próbuje załatwić kredyt na rozruch przedsięwzięcia. Na każdym kroku piętrzą się trudności, ale przy okazji Henryk i Zygmunt konsolidują rodzinę, zdobywają przyjaciół, odzyskują szacunek dla samych siebie. Nad statkiem czuwa Parasolnik - legenda i dobry duch Sopotu, postać autentyczna, nieżyjący już dziwak i oryginał, któremu mieszkańcy miasta po śmierci postawili pomnik. Parasolnik ożywa w serialu, udziela bohaterom rad i wskazówek. Początkowo Henryk i Zygmunt nie zdają sobie sprawy, że właścicielka statku i sopockiej galerii sztuki Malina Maliszewska potrzebuje ich do wykonania własnego, przestępczego planu. Na zlecenie Maliszewskiej ukradziony został z zabytkowego kościoła autorska bezcenna kopia obrazu H. Memlinga, "Madonna z dzieciątkiem". Maliszewska, korzystając z pomocy wspólników, byłego boksera Wincentego Jastrzębia i byłego działacza sportowego, obecnie właściciela pralni Tadeusza Strusia, zamierza, przy pomocy statku, przekazać obraz zagranicznemu odbiorcy. Gdy w Zygmuncie zaczynają się rodzić podejrzenia, Henryk nie chce się wycofać, bo za bardzo zaangażował się w swoją firmę. Statek wyrusza w uroczysty inauguracyjny rejs. Przestępcza szajka również znajduje się na pokładzie, ale nie udaje jej się zrealizować planu. Dojdzie do tego dopiero w kolejnym rejsie. Henryk - mądry, sympatyczny i przenikliwy, przy pomocy czujnego i nieufnego Zygmunta, przenika zamiary złoczyńców. Obraz wraca do muzeum, a Maliszewska wpada w poważne tarapaty. Wszystko odbywa się po cichu, więc statek nie traci dobrej opinii, którą zyskał pod rządami kapitana Niwińskiego. Tak kończy się szósty odcinek. W kolejnych - Maliszewska planuje zemstę, a także nowe nielegalne przedsięwzięcia. Statek osiąga w krótkim czasie znaczący sukces finansowy. Wieść o rejsach z niepowtarzalną, odjazdową atmosferą szybko roznosi się po Polsce (a potem i za granicą). Firmy chcą organizować na statku szkolenia kadr i imprezy integracyjne, biznesmeni uważają, że na pełnym morzu jest bezpieczniej rozmawiać o interesach. Motorem napędzającym akcję serialu i wprowadzającym napięcie są intrygi Maliszewskiej i związane z nimi komplikacje w normalnym funkcjonowaniu statku wycieczkowego. Rozwijające się między załogą i w kręgach przyjaciół wątki romansowe i obyczajowe, a także kłopoty urzędowe wprowadzają elementy, z którymi wielu polskich widzów łatwo się zidentyfikuje. Malowniczy i owiany wieloma legendami Sopot jako miejsce akcji pozwoli wykreować w serialu specyficzny klimat łączący niecodzienną atmosferę kurortu z codziennym życiem. Dodatkową atrakcją będą epizody z prawdziwymi, znanymi postaciami życia publicznego (artyści, politycy, sportowcy).

Charakterystyka postaci:
HENRYK NIWIŃSKI - kapitan żeglugi wielkiej. (Wiek ok. 50 lat) Przystojny mężczyzna o dużej kulturze osobistej, zawsze elegancki. Charyzmatyczny, budzący zaufanie. Optymista. Honorowy i szlachetny. Obsesyjnie uczciwy. Przed kilku laty Henryk wraz ze swoim szwagrem Zygmuntem Marciniakiem, oficerem mechanikiem zostali uznani za winnych zaniedbania - podczas rejsu, który zakończył się tragicznie# Na skutek błędu statek, którym dowodził kapitan Niwiński, staranował sportowy jacht. Udało się uratować całą trzyosobową załogę, ale jacht zatonął. Do wypadku doszło, kiedy kapitan zszedł z mostku, a statek płynął na auto-pilocie. W czasie jego nieobecności ktoś mógł przeprogramować urządzenie, ponieważ jednostka wykonała niespodziewany zwrot i staranowała znajdujący się obok jacht, który z powodu braku wiatru stał chwilowo w dryfie. Obaj - kapitan i oficer mechanik stracili prawo wykonywania zawodu na dwa lata. Nasza opowieść zaczyna się w momencie kiedy okres karencji właśnie mija. Henryk i Zygmunt muszą jednak zdać ponownie egzaminy, by wrócić do pływania. Właśnie się do nich przygotowują. Henryk ma nadzieję, że gdy odzyska patent kapitana, bez trudu znajdzie pracę na morzu. Nie zdaje sobie sprawy, że jego postać obrosła "złą legendą". Od dwóch lat nie było go w kraju, po ogłoszeniu wyroku znalazł pracę w międzynarodowej firmie logistycznej i wyjechał do Hiszpanii. Tymczasem w Polsce, w środowisku armatorów krążą opowieści o nim jako wielkim pechowcu. Henryk zbliża się do pięćdziesiątki, (wdowiec od 16 lat), jest zdrowy, zdał egzaminy - mógłby pływać jeszcze długie lata. Pełen zapału wyrusza na rozmowę z armatorem. Dowiaduje się, że niestety, nie ma dla niego miejsca. Kolejne rozmowy też nie przynoszą rezultatów. Jego marzenie rozpada się nieoczekiwanie w wyniku idiotycznej plotki, że każdy rejs, w którym kapitanem będzie Niwiński, skończy się źle, bo nad tym człowiekiem ciąży fatum. A marynarze to jak wiadomo ludzie przesądni. Henryk właściwie już sam zaczyna w to wierzyć. Skłania się do wznowienia kontraktu z firmą logistyczną i ponownego wyjazdu do Hiszpanii. Ale te kilka miesięcy, jakie spędził w kraju, pozwoliły mu właściwie po raz pierwszy w życiu poznać własną, dorosłą już córkę. Ich kontakty były dotąd sporadyczne i okolicznościowe. Teraz zaczęła się między nimi tworzyć jakaś więź, wprawdzie polega ona głównie na docinkach i złośliwościach, ale to i tak, zdaniem Henryka, lepsze, niż dotychczasowa obojętność. Henryk jest rodowitym sopocianinem, ale tak naprawdę zna to miasto sprzed 20 lat. Dopiero teraz Agnieszka pokazuje ojcu nowe oblicze Sopotu. Tymczasem do Sopotu wraca po wielu latach jego dawna szkolna miłość, Bogusia Lamarti wciąż atrakcyjna, mimo upływu lat. Henryk obiecał sobie, że jego noga nie stanie na pokładzie żadnego statku, dopóki nie odzyska patentu. Po szczęśliwym zdaniu egzaminów razem z Zygmuntem idą uczcić sukces na jedyny dostępny im pokład, czyli "Jastrzębia" - niepływający statek-restaurację, stojącą przy molo w Sopocie. To namiastka, ale nie mają wielkiego wyboru. To, co następuje na statku, potwierdza krążącą plotkę, że kapitan przynosi pecha - Henryk, Zygmunt i właściciel statku zostają aresztowani. Sprawa szybko się wyjaśnia - bohaterowie zostają zwolnieni, a dzięki nocy spędzonej w areszcie, okazuje się, że statek "Jastrząb" jest do wynajęcia. Henryk decyduje się na podjęcie takiej działalności gospodarczej i w tym celu zakłada firmę turystyczną. Ma jednak kłopoty ze zorganizowaniem pieniędzy na jej rozruch. Przeprowadza poważną rozmowę z Zosią - muszą wszyscy zacząć oszczędzać.
AGNIESZKA NIWIŃSKA - bardzo samodzielna. (Wiek 18 lat) Córka kapitana, jej mama zmarła na raka, kiedy Agnieszka miała dwa lata. Ojciec był bez przerwy na morzu, jego pobyt w domu to było święto np. jak Boże Narodzenie, tym bardziej, że pojawiał się z prezentami. Agnieszkę zasadniczo wychowywała Zosia, siostra Henryka. Gdy nastąpiła katastrofa, Agnieszka bardzo to przeżywała - te procesy, które ciągnęły się latami i utratę możliwości pracy na statku. Potem ojciec znowu wyjechał do Hiszpanii. Wrócił przed kilkoma miesiącami, przygotowuje się razem z Zygmuntem do powtórnych egzaminów na stopień kapitana. Agnieszka nieprzyzwyczajona do ojca i jakiegokolwiek nadzoru z jego strony, jest ciągle spięta, w każdym słowie ojca doszukuje się chęci kontrolowania jej i sprawdzania. Henryka denerwują koledzy Agnieszki, boi się o nią, szuka sposobu, jak do niej dotrzeć. Chciałby z nią nawiązać kontakt, podejmuje próby, ale zwykle kończą się one porażką, chociaż widać, że oboje się starają. Henryk czasami traktuje ją jak dziecko, czasem jak dojrzałą kobietę, nie może wpaść w odpowiedni ton. Agnieszka czuje, że ojciec chce dobrze, ona też chce dobrze, ale nie może się powstrzymać od warczenia. Ich mieszkanie jest na niezłym poziomie, w końcu Henryk przez cały czas dobrze zarabiał, ale panuje w nim kompletny chaos. Brak kobiecej ręki. Oboje się modlą, żeby tylko nie przyszła Zosia i nie zobaczyła, co się tam dzieje. W pokoju Henryka jest wszystko - wędki, rower, walizki, morskie pamiątki, stosy książek i notatek do egzaminu. Podobnie jest w pokoju Agnieszki, z tym, że inny zestaw przedmiotów. Agnieszka, żeby dostać się do dzwoniącego telefonu musi się przekopać przez stosy ciuchów, książek i zeszytów. Kłócą się o to, kto posprząta, kto pozmywa, kto wyniesie śmieci. Agnieszka jest ostra, potrafi odszczeknąć ojcu, ale do cioci lubi się przytulić i zachowywać jak mała dziewczynka. Agnieszka ubiera się w markowe ciuchy, zwraca uwagę na metki, podąża za obecnymi trendami mody.
ZYGMUNT MARCINIAK - starszy oficer mechanik. (Wiek ok. 50 lat) Rówieśnik, szwagier i przyjaciel Henryka, zawsze pływali razem, razem zostali skazani. Zygmunt bardzo przeżył proces, do dzisiaj jest znerwicowany, trudniej niż Henrykowi przyszło mu pogodzić się z niesprawiedliwym wyrokiem. O ile Henryk chce zapomnieć, to Zygmunt wciąż obsesyjnie rozmyśla. Kto ich wrobił w przemyt? Kto doprowadził do tego, że statek wykonał nieoczekiwany zwrot i o mały włos nie zginęli? Tylko Zygmunt wie na sto procent, że on sam niczego nie zaniedbał, istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś świadomie sprowokował oba wydarzenia. Nigdy o tym dotąd nie rozmawiał z Henrykiem, bo boi się, że Henryk, chociaż cały czas zachowywał się lojalnie i brał winę na siebie, być może w głębi serca podejrzewa jego, Zygmunta i o przemyt, i o niedbalstwo. Zygmunta tamte wydarzenia złamały. Nie walczył o lepszą pracę, osiadł jako złota rączka w pralni Tadeusza Strusia i na tym się zatrzymał. Henryk pomagał finansowo Marciniakom, gdy wyjechał do Hiszpanii, płacił Zosi na utrzymanie Agnieszki, a teraz płaci, bo Zosia gotuje obiady również dla niego i Agnieszki. Nigdy to nie było sformalizowane. Zygmunt zawsze czuł się upokorzony, ale nic z tym nie robił. Wie doskonale, że jego rodzinę tak naprawdę utrzymuje Henryk. Na pozór są z Henrykiem kumplami, oprócz więzi rodzinnych łączy ich miłość do morza i chęć powrotu do pływania, ale gdzieś głęboko na dnie ich podświadomości tkwią zadry. Henryk chce zapomnieć o sprawie "Posejdona", wie że podejrzewanie Zygmunta o przemyt do niczego dobrego nie doprowadzi. Próbuje ratować finansowo rodzinę swojej siostry. Zygmunt pochodzi ze Śląska, miłość do morza przygnała go niegdyś - jako piętnastolatka - na Wybrzeże. Bardzo kocha swoją żonę Zofię, ale jego skomplikowany charakter utrudnia ich kontakty. Nie potrafi okazywać uczuć, jest samotnikiem, bardzo rzadko się otwiera. A jednocześnie otacza go tajemnicza, mroczna aura pociągająca dla kobiet. Typ szorstko-męski, jednodniowy zarost, najbardziej ceni wygodę, nie zwraca uwagi na strój, ale jest w nim dużo naturalnego męskiego wdzięku. Czasem udaje, że ma mnóstwo zajęć, a naprawdę idzie na molo i przez lornetkę tęsknie obserwuje statki. Jest doskonałym mechanikiem, zna się naprawdę na tej robocie. Marzy o prawdziwej maszynowni, więc - wbrew pozorom - jest zachwycony, gdy Jastrząb opowiada o możliwości uruchomienia statku.
ZOSIA MARCINIAK - siostra Henryka i żona Zygmunta. (Wiek 46 lat) Inteligentna, wrażliwa, oczytana - jest od obu naszych bohaterów nieco młodsza. Studiowała historię sztuki. Uczyła w liceum plastycznym w Orłowie. Była ważną postacią sopockiego środowiska artystycznego, muzą wielu twórców. Prowadziła bujne życie towarzyskie w kręgach ówczesnej trójmiejskiej bohemy. Po trzydziestce spotkała Zygmunta i w jej życiu nastąpił przełom. Mając 32 lata wyszła za mąż, po roku urodziła pierwsze dziecko. Zygmunt podbił ją po pierwsze swoją tajemniczą męskością, po drugie tym, że niewiele mówił i nie zadawał za dużo pytań. Po ślubie rzuciła pracę, zajęła się domem i wychowaniem dzieci. Dla dobra najbliższych gotowa jest poświęcić wszystko, zapomnieć o sobie. Może dlatego tak się zaniedbała. Podświadomie niezadowolona z siebie, trochę wyżywa się na mężu, bywa zazdrosna. Spotkanie z dawną koleżanką - Bogusią - było szokiem, który zmusił ją, by spojrzała wreszcie w lustro i zastanowiła się nad sobą, przypominając sobie, kim była. Zapowiedź Henryka, że będzie musiał chwilowo ograniczyć wsparcie finansowe także pobudza ją do działania. Przed metamorfozą - od roku nie była u fryzjera, nie nosi makijażu, nie podkreśla swojej kobiecości, ubiera się wygodnie, ale bez żadnego pomysłu, nie zwraca uwagi na modę. Mimo to jest ciepła, spokojna, zadowolona z życia, ma dobry kontakt z dziećmi. Po przemianie staje się elegancką, wciąż jeszcze atrakcyjną kobietą.
RADEK MARCINIAK - starszy syn Zygmunta i Zosi. (Wiek 13 lat) Spokojny, ostrożny, trochę flegmatyczny. Przeżywa pierwszą miłość - do swojej ciotecznej siostry, Agnieszki. Jest trochę zakompleksiony z powodu swojej tuszy, a dla ukojenia tych problemów opycha się batonikami i lodami. Niezwykle uzdolniony muzycznie, ma słuch absolutny, chodzi do szkoły muzycznej, gra na skrzypcach i na trąbce. Wrażliwy, skryty i zamknięty, podobnie jak ojciec. Grubasek z kręconymi włosami rozbrajającym uśmiechem. Nosi za duże ciuchy, żeby ukryć swoją tuszę.
JAŚ MARCINIAK - młodszy syn Zygmunta i Zosi. (Wiek 7 lat) Złośliwy, czasami nawet wredny, błyskotliwy, pełen niespożytej energii. Jest dużo mądrzejszy, niż by wskazywał jego wiek, przenikliwy, potrafi rozszyfrować motywacje ludzi dorosłych i je wykorzystać. Stary malutki. Najlepszy kontakt w rodzinie ma z mamą. Nawet nie próbuje nią manipulować, bo zdaje sobie sprawę, że ona zna go na wylot i jest mądrzejsza od niego. Boi się przemocy fizycznej, mimo że w domu nikt go nigdy nie uderzył, nawet brat, z którego bezlitośnie drwi. Mimo złośliwości, potrafi być lojalny i zna granice tego, na co może sobie pozwolić. Gadżeciarz, dzisiaj marzy o najnowocześniejszym GameBoyu.
BOGUSIA LAMARTI - rówieśniczka Zosi, koleżanka z dawnych lat. (Wiek 46 lat) Przyjaciółka Zosi z lat szkolnych, kiedyś kochała się w jej bracie i ta pierwsza miłość pozostawiła trwałe ślady. Wyemigrowała do Stanów tuż po maturze, głównie z powodu zawiedzionej miłości do Henryka. Do dziś nie może zrozumieć, jak to się stało, przecież byli dla siebie stworzeni. W Stanach szybko wyszła za mąż za bogatego przedsiębiorcę pochodzenia arabskiego, właściciela znanej sieci hoteli. Owocem tego związku jest Bartek, jej ukochany syn o arabskich rysach. Bartek to jedyne dziecko Bogusi i cel jej życia, dbała, żeby kończył najlepsze szkoły i starała się wpoić mu miłość do Polski, uczyła go języka, w domu rozmawiała z nim po polsku. Mąż zmarł, zostawiając Bogusi bardzo pokaźny majątek. Mieszkała na Long Island w Nowym Jorku w luksusowej dzielnicy. Po 11 września 2001 spotkała się z nieprzyjaznymi uwagami pod adresem syna, sąsiedzi przestali się jej kłaniać. Wyjechała z Bartkiem do Szwajcarii, ale tutaj historia się powtórzyła. Wreszcie postanowiła wrócić do Polski, na próbę. Na razie zamieszkała w Grand Hotelu, który w dzieciństwie był dla niej symbolem szczytu zamożności, na który teraz ją stać. Nawiązuje kontakt z Zosią, koleżanką z dawnych lat. W naturalny sposób zaczyna ją wypytywać dyskretnie o brata. Boi się jednak spotkania z Henrykiem, odwleka je nawet podświadomie, bo nie jest pewna, czy chciałaby przeżyć jeszcze raz nieudaną miłość. Przez ostatnie lata żyje w strachu o syna, jest przewrażliwiona na tym punkcie, co doprowadziło ją do lekkiej nerwicy. Ma nałóg kupowania ciuchów i zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli coś jej się spodoba - nie może się oprzeć. Czasem nawet w pierwszej chwili udaje jej się uciec ze sklepu, ale obsesyjnie myśli o tym, czego nie kupiła i wraca - nawet po kilku dniach. Kupowanie to jej sposób na chandrę. Ta choroba jest rozpoznana (w Stanach) i Bogusia bierze odpowiednie lekarstwa (można się dowiedzieć). Zdaje sobie sprawę, że to chorobliwy nałóg. Walczy ze sobą, ale często bezskutecznie. Sama niezadowolona z życia, dokładnie wie, jak powinni żyć inni. Bywa wścibska, ale w gruncie rzeczy ma dobre serce. Pod wpływem Bartka postanawia osiąść w Sopocie, kupi willę. Czasem lubi ryzykować i hazardem podnieść sobie adrenalinę, ale w granicach zdrowego rozsądku. Nie wygląda na stereotypową Amerykankę, jest kobietą z klasą, dba o szczegóły stroju, o fryzury i kobiece akcesoria. Żadnych przerysowań.
BARTEK LAMARTI, syn Bogusi. (Wiek 23 lata) Jest wesołym, amerykańskim chłopcem, otwartym i tolerancyjnym. Zdaje sobie sprawę, jakie skojarzenia wywołują jego rysy, ale nie zamierza sobie tym zaprzątać głowy. To raczej jest problem ludzi wokół niego. Bartek jest lustrem, w którym każdy widzi swój własny stosunek do "tolerancji". Szowiniści widzą w nim zagrożenie, ludzie tolerancyjni normalnego człowieka, inni boją się go na wszelki wypadek, jeszcze inni boją się o niego. Bartkowi podoba się w Polsce mimo paru incydentów, które przekonały go, że kolor jego skóry nie wszystkim w tym kraju odpowiada. Podobają mu się polskie dziewczyny, ostatnio piorunujące wrażenie wywarła na nim Agata. Wychowany w dobrobycie, nie bardzo ma cel w życiu. Wie, że nie musi pracować na własne utrzymanie. Ewentualnie chciałby być artystą, ale jeszcze nie zdecydował, jakim - fotografikiem, pisarzem, a może coś zupełnie innego? Powoli dojrzewa. Zostanie członkiem załogi statku, początkowo będzie to traktował jako kaprys, sposób na zbieranie doświadczeń w przyszłej pracy pisarskiej, a raczej na bycie blisko Agaty, ale wkrótce z obserwatora zmieni się w uczestnika wydarzeń. Okaże się lojalny i bardzo pomocny. Zakocha się w Agacie po uszy. Pozornie lekceważy matkę, ale tak naprawdę bardzo się nią przejmuje. Ubiera się na co dzień w markowe sportowe ubrania, na spotkania biznesowe wymuszone przez mamę, zakłada elegancki ale swobodny garnitur i czuje się wtedy, jak ostatni dupek.
PANI LUDWIKA - energiczna emerytka. (Wiek 70 lat) Wydaje gazetę "DOBRE WIADOMOŚCI Z SOPOTU", w której wszystkie informacje poddaje swoistej cenzurze. Pieniądze na wydawanie gazety zdobywa, angażując się w różne - czasami dziwaczne - akcje promocyjne. Pomagają jej w tym koleżanki (i koledzy) z Klubu Seniora. Dobrotliwa i łagodna, czasami w zaskakujący sposób tłumaczy sobie i innym rozmaite wydarzenia nie nadające się do opisania w jej gazecie. Młodzi ludzie bardzo ją lubią. Pani Ludwika zna na wylot historię Sopotu i jest zaprzyjaźniona z Parasolnikiem. Przechodząc koło jego pomnika zwykle kłania się dyskretnie, co niektórzy poczytują za dziwactwo, ale Parasolnik w takich chwilach przybiera postać cielesną i zwykle się odkłania, albo przynajmniej mruga do niej. Czasem Parasolnik ma jej coś ważnego do przekazania, wtedy pojawia się przy niej, ale nic nie mówi, najwyżej kiwa głową. Pani Ludwika musi mu zadawać pytania, żeby się dowiedzieć, o co mu tym razem chodzi.
PARASOLNIK - człowiek legenda. Zmarł na początku lat 90 - POSTAĆ MAGICZNA Jeden z najbardziej kontrowersyjnych i barwnych mieszkańców Sopotu, naprawdę nazywał się Czesław Bulczyński. Za młodu podobno występował w cyrku, a potem otworzył sklep z parasolami w Sopocie. Bawił mieszkańców i turystów dziwacznymi strojami i ekstrawaganckim zachowaniem. Zmarł w 1992 roku. Jego pomnik stoi na Monciaku. Latem chadzał w jaskrawych perukach (często damskich), strojach w kwiaty, sznurach korali, z nieodłączną parasolką. Zimą nosił się bardziej spokojnie - zakładał frak i melonik. Niezależnie od pory roku pobrzękiwał dzwoneczkami przytroczonymi do kamaszy, przemawiał czule do psów i prowadził filozoficzne dysputy z przechodniami na ulicy. Lubił spacery. Sopocianie postanowili postawić mu pomnik-fontannę, który został odsłonięty latem zeszłego roku pod kościołem św. Jerzego.
AGATA - pochodzi z Żyrardowa, wokalistka w kapeli rokowej. (Wiek 23 lata) Jest skromna, nieśmiała, grzeczna, bardziej słucha, niż mówi. Nie wierzy w siebie. Raczej poddaje się wydarzeniom, niż je kreuje. Wstydzi się swoich pomysłów, chowa się w sobie. Skończyła, dzięki pomocy babci, bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim - marzyła o szkole teatralnej, ale nie starczyło jej odwagi - nawet nie przystąpiła do egzaminu. Na bibliotekoznawstwo namówiła ją babcia - bibliotekarka z Sopotu - (pracowała w bibliotece dziecięcej). Agata zrobiła jednocześnie studium rehabilitacji, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma powołania do bycia bibliotekarką i że to w gruncie rzeczy beznadziejna praca. Babcia Agaty i pani Ludwika były przyjaciółkami. Babcia miała żyć wiecznie, ale zmarła nagle przed wakacjami na atak serca. Jak się okazało, w testamencie zapisała Agacie, ukochanej wnuczce, swoje sopockie mieszkanie. Rodzice Agaty (krawcowa i kierowca) na razie nie naciskają, ale sprawa jest jasna - dziewczyna powinna sprzedać mieszkanie po babci i wspomóc rodzinę (ma w Żyrardowie młodszą siostrę i brata - w wieku gimnazjalno-licealnym). Agata kocha swoją rodzinę, ale nie chce sprzedać mieszkania, w dużej mierze z powodów sentymentalnych. Wspomnienia związane z Babcią przerodziły się w wielka miłość do Sopotu, gdzie zawsze spędzała wakacje. No i morze, którego oglądanie jest dla niej zawsze metafizycznym przeżyciem. Wcale się nie dziwi stałym mieszkańcom Sopotu, że tak rzadko bywają nad morzem - ten nadmiar mistycznych uniesień może szkodzić zdrowiu psychicznemu. Zamieszkała w odziedziczonym mieszkaniu po Babci jeszcze przed wakacjami i od razu znalazła zajęcie w Szpitalu Balneologicznym - zastępuje rehabilitantkę, która poszła na urlop macierzyński. Jednak zastępstwo wkrótce się skończy. Agata rozmawiała z dyrektorem szpitala i wie, że na razie nie ma szans na stałe zatrudnienie. Może będzie jakieś zastępstwo, a może nie. Agata szuka innych możliwości, ale sezon się kończy i o pracę dla rehabilitantów jest trudno. Pytała też w bibliotece, ale tam, chociaż pamiętają jej babcię, nie mają dla niej propozycji. Jedna z pacjentek, Pani Bogusia Lamarti roztacza przed nią wizję pracy za granicą - są takie możliwości. Bogusia uważa, że szkoda, żeby się dziewczyna tutaj marnowała. Może pojechać np. do Ameryki, tam by ją przyjęli z pocałowaniem ręki. Gdyby Bogusia zdecydowała się wrócić do Stanów, od razu by tam załatwiła Agacie robotę. Agata słucha tego jak bajki o żelaznym wilku, ale kiedy widzi ogłoszenie o pracy w Szwecji dla rehabilitantów z Polski, zaczyna się nad nim poważnie zastanawiać. Szwecja niedaleko, Agata mogłaby wynająć komuś sopockie mieszkanie, zamiast je sprzedawać. W Szwecji zarabiałaby nieźle i mogłaby pomóc rodzicom. Własna przyszłość jest dla Agaty ciemną plamą. Nie zastanawia się, co sama chciałaby robić, wie, że rodzice liczą na jej pomoc, ale ona sama nie ma w sobie za grosz przebojowości i nie potrafi się włączyć w wyścig szczurów. Rezygnuje z pomysłu wyjazdu do Szwecji i zgadza się na propozycję pracy na statku, głównie dlatego, że intuicja każe jej wierzyć w dobre intencje Henryka i wielką siłę jego charakteru. Mimo ukończonych studiów i pewnego obycia, Agata pozostała dziewczyną z kompleksem małego miasteczka. Sopot ją trochę onieśmiela, to dla niej wielki świat: - Festiwal piosenki, który oglądała w telewizji oraz gwiazdy ekranu, które spotyka się tutaj zwyczajnie na molo lub na ulicy. Osoby z otoczenia Agaty muszą mieć wiele cierpliwości i dobrej woli, żeby ją skłonić do powiedzenia tego, co myśli. Ale jeśli już się otworzy, pokazuje niezwykłą przenikliwość i wiedzę o ludzkich charakterach. Chwilami przejawia niesłychaną, niemal profetyczną intuicję. Doskonale się dogaduje z panią Ludwiką, właściwie rozumieją się bez słów. (Pani Ludwika uważa, że Agata jest bezpośrednią kontynuacją swojej babci.) Ubiera się swobodnie, dość barwnie, trochę cygańsko, ale bez zbytniej ekstrawagancji, czasem sobie sama szyje, lubi szperać w indyjskich sklepach. Jeśli chodzi o muzykę, ma staroświecki, ale bardzo sprecyzowany gust, którego też się wstydzi - Edith Piaf, Żanna Biczewska, Bułat Okudżawa, Ewa Demarczyk, Joan Baez, Bob Dylan. Mieszkanie po Babci składa się z dwóch pokoi i kuchni. Jeden pokój Agata wynajęła Małgosi, więc wszystkie rzeczy po Babci zgromadziła w swoim pokoju, który wobec tego jest przepełniony książkami, dziecięcymi obrazkami i różnymi pamiątkami. Czasem ten chaos Agatę męczy, bo coś spada z półki, ale nie ma odwagi, żeby się pozbyć niepotrzebnych gratów. Jedną z pamiątek po babci jest adapter z lat 70 oraz kolekcja skrzypiących płyt analogowych. Agata ma niezły głos, najchętniej śpiewałaby ballady, ale zgodziła się spróbować swoich sił jako wokalistka w kapeli rockowej. Agata jest poważna, odpowiedzialna, uważa, że pomaganie rodzicom to jej obowiązek i stara się im posyłać co miesiąc drobne kwoty. Równie poważny stosunek ma do płci przeciwnej. Zamierza się kiedyś zakochać, ale nic na siłę, uważa, że uczucie przyjdzie samo i na pewno będzie o tym wiedziała.
MACIEK - Rodowity sopocianin. Szuka pracy. (Wiek 30 lat) Ma dar obserwacji i skłonność do ironicznych komentarzy. Postać wesoła. Mieszka w Sopocie od urodzenia, wciąż z rodzicami, bo tak mu wygodnie, jest trochę maminsynkiem. Charakterologicznie - niekoniecznie wizualnie - włoski typ: głośny, ruchliwy, gadatliwy, dużo gestykuluje, zachwyca się kobietami, uwielbia śpiewać, jeść i uważa, że mamma jest najważniejsza. Mama nie pracuje, ojciec marynarz, ciągle na morzu pod panamską banderą. Niechętnie ukończył opłacony przez rodziców kurs finansów i rachunkowości na Sopockiej Uczelni - bo mama mu kazała. Wcześniej skończył technikum gastronomiczne, pracował trochę jako pomocnik kucharza w kilku restauracjach, ale nigdzie nie zagrzał miejsca, bo za bardzo się wtrącał i kuchmistrze woleli się go pozbyć. Marzy, żeby kiedyś zostać drugim Makłowiczem. Kolekcjonuje książki kucharskie i wycina przepisy z gazet. Uważa, że największym osiągnięciem ludzkości jest włoska kuchnia i muzyka. Gotowanie to wprawdzie jego zawód wyuczony, ale tak naprawdę na razie tylko hobby, bo jak dotąd nikt nie docenił jego talentu. Szuka pracy.
MALISZEWSKA - kobieta o 2 twarzach, energiczna bizneswoman. (Wiek 30-40 lat) Maliszewska jest czarującą kobietą. Ciepła, miła, dobra, kulturalna, wie jak wywołać u ludzi współczucie i chęć niesienia pomocy. Prowadzi interesy na granicy prawa, i stara się go nie przekraczać. Jest po szkole baletowej, przez kilka lat tańczyła w niezłej grupie baletowej w Warszawie, potem wyszła za mąż za wysokiego urzędnika w ministerstwie kultury, podobno nawet wiceministra, rozwiodła się z nim, ale wciąż ma wiele znajomości w świecie władzy/biznesu/showbiznesu, a jeśli nawet ich nie ma, to stwarza pozory, że wszystkich zna. W wyniku podziału majątku po rozwodzie dostała trzy hektary ziemi na obrzeżach Gdańska. Zbudowała tam fatalne osiedle mieszkaniowe, ludzie płacili za mieszkania o dużo wyższym standardzie, niż potem otrzymali. Do dzisiaj ścigają firmę Maliszewskiej, ale jej nic nie mogą zrobić, bo sami podpisali takie umowy, a ona jest praktycznie bezkarna. Trzeba ją naprawdę dobrze poznać, żeby zrozumieć, na jakiej zasadzie działa. Odsłania się częściowo tylko w kontaktach z Jastrzębiem, którego ma kompletnie za nic. Nawet wobec Strusia jest urocza. Maliszewska żyje na kredyt. Jeździ samochodem kupionym na kredyt, mieszka w pięknym, kupionym na kredyt i na kredyt luksusowo wyposażonym mieszkaniu w Sopocie (najlepiej, żeby to była osobna willa, a przynajmniej część willi z osobnym wejściem, bramą, osłoniętym od ulicy ogródkiem i dużym garażem, wnętrze bardzo wysmakowane, ale ciepłe i miłe jak sama Maliszewska, dużo albumów, książek o sztuce, zabytkach, starych mebli, biżuterii). Ubiera się z bardzo wyrafinowaną, zupełnie nie nachalną elegancją w ciuchy najlepszych marek kupione na kredyt. Żeby spłacić te kredyty - zaciąga następne, owijając sobie wokół palca prezesów kolejnych banków. Otworzyła w Sopocie galerię sztuki współczesnej (na kredyt), bierze w komis obrazy, zaprzyjaźnia się z miejscowymi artystami, ale bardziej poprzez tę galerię promuje siebie, niż tych artystów. Najbardziej uwodzicielska (wszystko w granicach dobrego smaku! - żadnych wulgarnych dwuznaczności) jest wobec bogatych klientów galerii. Jeśli wyczuje ofiarę, zleca Strusiowi, żeby wybadał delikwenta pod kątem hazardu. W ten sposób wspólnie wyszukują potencjalnych graczy do przyszłego kasyna (patrz STRUŚ). Bogatym i zaufanym gościom z zagranicy Maliszewska ma też do zaoferowania prawdziwe rarytasy, których nie trzyma w galerii. Na razie taka transakcja jeszcze się nie zdarzyła, ale Maliszewska sugeruje, że będzie w stanie na zamówienie zdobyć na przykład konkretny średniowieczny rękopis z Biblioteki Jagiellońskiej, albo cenny obraz czy klejnot z państwowego muzeum. Jej oferta absolutnie nie dotyczy przedmiotów ze zbiorów prywatnych - trzeba mieć jakieś zasady. Już wkrótce będzie również oferowała dostarczenie zamówionego przedmiotu do domu - nawet jeśli ten dom jest w Japonii. Maliszewska ma w domu salkę do tańca, z lustrami, w wolnych chwilach lubi sobie potańczyć, czasem umawia się z Krysią - tańczą i piją białe wino.
TADEUSZ STRUŚ - właściciel pralni, były działacz sportowy. (Wiek 40-50 lat) Koleżanka Maliszewskiej z baletu, Krysia, wyszła za mąż za Strusia, działacza sportowego z Wybrzeża, który niestety stracił ciepłą posadę prezesa jednego z wojewódzkich oddziałów Polskiego Związku Bokserskiego po wielkiej aferze dopingowej. Struś prowadzi teraz pralnię w Sopocie. Maliszewska dogadała się ze Strusiem, złożyli się i kupili okazyjnie statek, z zamiarem uruchomienia tam nielegalnego, albo raczej półlegalnego kasyna. Kupując statek Struś wykorzystał swoje dawne koneksje w świecie sportu. Statek był własnością klubu piłkarskiego w Kil. Nie pływał, stał w porcie jako restauracja. Klub splajtował i jego majątek razem ze statkiem trafił w ręce komornika (to prawdziwa historia statku z Łeby). Struś z Maliną kupili statek od komornika. Wiosną przyciągnęli go do Gdańska z Niemiec na holu. Trochę się przeliczyli - opłaty za statek są tak wysokie, że spółka Malina-Struś nie ma forsy na remont silnika, a to jest pierwszy warunek uruchomienia kasyna - statek musi wypłynąć poza wody terytorialne, żeby można było tam grać na wysokie stawki. Szukają więc (dość niemrawo) mechanika, który tanio naprawi silnik. Jednocześnie poszukują bogate osoby zainteresowane taką właśnie grą. Pierwszy rejs o wielką stawkę planują na jesień. Tymczasem, żeby statek nie przynosił strat w sezonie letnim, Struś oddał go pod opiekę swojemu kumplowi. Jest nim były bokser, Wincenty Jastrząb. Struś wygląda jak ostatnia oferma, ale ma naprawdę łeb na karku. Nienawidzi swojej pralni, szczególnie od czasu, gdy wszedł z nią w bliższy kontakt - rozstał się z żoną i zamieszkał w kantorku, między pralkami. Ma tam wyrko, lodówkę z piwem i telewizor. Chodzi w spodniach od dresu i siatkowym podkoszulku bez rękawów, bo wszystkie rzeczy zostawił w domu, wyszedł tak, jak stał. Stać by go było na wynajęcie mieszkania, ale na razie mu się nie chce. Przechodzi etap abnegacji. Struś ma znajomości naprawdę na całym świecie z racji swej przeszłości działacza sportowego. Mówi w kilku językach, potrafi się zachować, wie, z jakiego kieliszka pije się czerwone wino, a z jakiego koniak i na jakie okazje zakłada się smoking. Na razie zachowuje się tak, jak jego zdaniem powinien się zachowywać właściciel pralni - byt określa świadomość. Dla widza nie jest do końca jasne, kto w małżeństwie Strusiów doprowadził do rozstania, bo i Struś czuje się pokrzywdzony przez swoją żonę, i ona czuje się porzucona. Maliszewska pomaga im obojgu. Musi wyrwać Tadeusza ze stanu zobojętnienia, bo jest jej potrzebny w realizacji planów. Struś bywa brutalny i wulgarny, czasem wybucha. Niewykluczone, że w domu zdarzały się akty przemocy, chociaż nie jest to całkiem pewne. Oboje małżonkowie, chociaż wygadują na siebie nawzajem niestworzone rzeczy, w pewien sposób są wobec siebie lojalni, bo - mimo pozorów nienawiści - wciąż tli się między nimi jakieś dziwne uczucie.
WINCENTY JASTRZĄB - były bokser i wierny "sługus" Strusia. (Wiek 40 lat) Jastrząb najbardziej lubi chodzić w golfie i przyciasnej skórzanej kurteczce. Wydaje mu się, że wtedy wygląda jak Cybulski. Wystarczy, że założy ciemne okulary. Kiedyś walczył w stajni Strusia. Ten wyciągnął go z dołów i zrobił z niego sportowca. Potem załatwił mu rentę przez znajomego lekarza. W każdej chwili może szepnąć słówko odpowiednim władzom i renta się skończy. W przeciwieństwie do Strusia Jastrząb jest naprawdę prymitywnym człowiekiem, chociaż ma aspiracje i nie ma żadnych kompleksów. Jeszcze w czasach, gdy walczył na ringu, marzył o założeniu knajpy. Dlatego Struś zainstalował go na statku i kazał mu tam prowadzić restaurację. Ale Jastrząb knajpę prowadzi niechlujnie, nie walczy z konkurencją, nie starał się o klientów. Zainwestował jedynie w papierowe naczynia ze swoim nazwiskiem (opowiada, że wkrótce zmieni je na porcelanę), ale cała reszta jakoś mu nie wychodzi. Raz miał nawet kłopoty z sanepidem, bo ktoś w statkowej restauracji zatruł się sałatką jarzynową. Mieszkańcy Sopotu ostrzegają turystów przed korzystaniem z restauracji na statku, knajpa przynosi wciąż straty. W dodatku ktoś (sam Jastrząb) rozsiewa plotki, że na statku działa agencja towarzyska. Maliszewska ma tego dosyć.
KRYSIA STRUSIOWA - żona Tadeusza, obecnie w separacji. (Wiek 30 lat) Krysia jest damskim odpowiednikiem Jastrzębia, ale Maliszewska czuje do niej wyraźną słabość, podobnie jak Struś do Jastrzębia. Krysia ma dwoje dzieci - Patryka (w wieku Jasia, chodzą razem do pierwszej klasy) i Anię (półroczne niemowlę). Z Maliną znają się z warszawskiego baletu, w którym kiedyś obie tańczyły. Krysia jest piękną kobietą, która akurat znalazła się w trudnej sytuacji. Będzie prowadzić zajęcia z aerobiku dla koleżanek pani Ludwiki w sali gimnastycznej Szpitala Balneologicznego.
DORA - studentka ostatniego roku filozofii na UJ w Krakowie. (Wiek 26 lat) Pochodzi z Krakowa, z bardzo dobrze sytuowanej rodziny adwokackiej. Skończyła średnią szkołę muzyczną w klasie kontrabasu, w zespole gra na gitarze basowej. Wyluzowana, swobodna. Dosyć często się zakochuje, zwykle na śmierć i na zawsze, co trwa około tygodnia, góra dwa, a potem zaczyna widzieć wady w obiekcie. Jej normalny image - dżinsy, top, goły brzuch, kolczyk w pępku. Potrafi wyglądać poważnie i oszałamiająco. Czasem się dostosowuje, wyglądem zewnętrznym, do aktualnego partnera. W jej pokoju - maksymalny ascetyzm. Materac, wieża i trochę ciuchów. Jest zbuntowana wobec rodziców - krakowskich mieszczan, jej zdaniem zalatujących dulszczyzną. Nie powinna mieć kłopotów finansowych, bo rodzice przysyłają jej co miesiąc pieniądze na konto. Dora odsyła im te pieniądze z powrotem. Nie wynika to z żadnego konfliktu, po prostu przeprowadza eksperyment - założyła sobie, że przez jakiś czas spróbuje żyć na własny rachunek. (Rodzice nie rozumieją, o co chodzi i się denerwują). Przyjechała do Sopotu w czerwcu, na wakacje. W ramach eksperymentu zaczęła pracować na statku jako kelnerka. W gazecie pani Ludwiki znalazła ogłoszenie o pokoju do wynajęcia, w ten sposób trafiła do Agaty. Zaraz po przyjeździe zakochała się w liderze miejscowego amatorskiego zespołu rockowego, który występował w jakimś klubie i została wcielona do kapeli jako perkusistka... Głównie z jej powodu zespół się rozleciał, odeszła wokalistka, potem Dora się odkochała w liderze i on też odszedł. Na gruzach powstał nowy zespół, Dora namówiła Agatę, żeby została wokalistką. Może muzycznie nie jest to silna grupa, ale dobrze się bawią na próbach. Dora obserwuje świat sceptycznie, z dystansu, ironicznie komentuje ludzi i zdarzenia. Swoją pracę u Jastrzębia także traktowała z przymrużeniem oka, nawet ją bawiło, że Jastrząb nie płaci, albo płaci mniej niż obiecał. Na początku restauracja na statku jakoś jeszcze funkcjonowała, Dora dostawała trochę napiwków i starczało jej na skromne życie, ale we wrześniu statek miał już tak zszarganą opinię, że nikt tam prawie nie przychodził. W momencie, gdy Agata zaczyna pracę na statku u Henryka, Dora uświadamia sobie, że to może być fajna zabawa, a ona jest wolnym człowiekiem i wcale nie musi wracać do dusznego - jej zdaniem - Krakowa. Tutaj jest zespół, kupa przyjaciół, wrażliwa i przestraszona Agata, która - zdaniem Dora - potrzebuje jej opieki. Informuje rodziców, że na razie zostaje, na uczelni zasadniczo nie musi się pojawiać, bo ma tylko do napisania pracę magisterską, a z promotorem może się kontaktować e-mailem. Dla rodziców to już jest za dużo, o ile mogli znieść wakacyjne wybryki, to teraz dochodzą do wniosku, że sprawa jest poważna i obcinają dotacje. Żarty się skończyły, Dora musi już naprawdę zarobić sama na własne utrzymanie. Dora ma lekceważący stosunek do pieniędzy, śmieszy ją Agata, która robi skrupulatne rachunki i wysyła pieniądze rodzicom. Nie do końca zdaje sobie sprawę, że dla Agaty brak comiesięcznej wpłaty za wynajmowany pokój to katastrofa.
MAŁGOSIA -koleżnaka Agaty ze szkoły .(Wiek 26 lat) Małgosia - koleżanka Agaty ze szkoły z Żyrardowa (trochę nieudana przyjaciółka)- kiedyś już mieszkała u niej w Sopocie, teraz znowu chce się zatrzymać, pomieszkuje kątem. Jest ciasno. Małgosia jest niezorganizowana, bałagani, podczas jej pobytów rosną gwałtownie rachunki telefoniczne (już kiedyś Agata musiała za nią zapłacić). Jednak Małgośkę da się lubić, a na pewno trudno od niej się odczepić#Wraca jak bumerang, jest problemem dla Agaty... Małgośka jest sprytna, przy pomocy DORY wkręca się na statek, pracują na zmiany w barze#Tam Małgośkę poznaje Henryk.O tym problemie Agata rozmawia tylko z rówieśnikami, np. z Dorą, Bartkiem.
INSPEKTOR - wysoki rangą oficer dochodzeniowy. (Wiek 30 lat) Niedawno przysłany z Centrali do Sopotu. Używa niekonwencjonalnych metod. Tym razem występuje ucharakteryzowany na geja. Jego słabością jest chęć zdobycia popularności, co w przypadku policjanta może mieć opłakane skutki. Czasami robi wrażenie głupka, ale ... nic nie jest takie, jakim się wydaje.
[Teksty pochodzą z materiałów producenta serialu]

Ekipa
pełna | skrócona | schowaj

Varia
pokaż

FATUM (1)

  • Odcinek serialu
  • 23 min

Sopot jesienią. Skończył się sezon, przy molo stoi jeszcze statek Jastrząb, w którym działa podupadła knajpa, prowadzona przez Wincentego Jastrzębia. Policja podejrzewa, że na Jastrzębiu spotykają się podejrzani osobnicy i statek jest pod stałą obserwacją. Knajpa na wodzie jest ulubionym miejscem spotkań dwóch bezrobotnych oficerów marynarki, Henryka i Zygmunta. Henryk - kapitan i Zygmunt - starszy oficer mechanik przygotowują się do egzaminów, dzięki którym odzyskają prawo do pływania. Utracili je przed trzema laty w wyniku morskiej katastrofy. W przygotowaniach do egzaminu kibicują im rodziny - Henryk jest wdowcem, ma 18-letnią córkę Agnieszkę oraz siostrę Zosię, która jest żoną Zygmunta (mają dwóch synów, Radka i Jasia). Na statku odbywają się też próby zespołu muzycznego. Wokalistką jest Agata, sąsiadka Henryka i Zygmunta, pracująca jako masażystka i kosmetyczka w szpitalu balneologicznym. Obaj oficerowie pomyślnie zdają egzaminy i wtedy okazuje się, że żaden armator nie jest zainteresowany zatrudnieniem ich. Oficjalnie dlatego, że są za drodzy. Nieoficjalnie, jak domyśla się Zygmunt, dlatego, że ciąży nad nimi fatum - ludzie morza wierzą, że Henryk i Zygmunt przynoszą pecha. W tym czasie cała Polska żyje sensacyjną informacją o zuchwałej kradzieży niezwykle cennego średniowiecznego obrazu Hansa Memlinga. Zosię, żonę Zygmunta i siostrę Henryka odwiedza Bogusia, dawna szkolna miłość Henryka, która po 25 latach emigracji wróciła do Sopotu. Bogusia mieszka w Grand Hotelu, jest bogata i wciąż piękna. Henryk i Zygmunt umawiają się znowu w swojej ulubionej knajpie. Rozmawiają o kłopotach ze znalezieniem pracy. Restaurator Wincenty Jastrząb włącza się do ich rozmowy - proponuje im wynajęcie statku, pod warunkiem, że potrafią go uruchomić. Wtedy na pokład wkracza policja. Henryk i Zygmunt trafiają do aresztu.

KRYSZTAŁOWY JELEŃ (2)

  • Odcinek serialu
  • 22 min

Henryk i Zygmunt spędzili noc na komisariacie, nim okazało się, że aresztowanie było pomyłką. Henryk wziął poważnie propozycję Jastrzębia i zastanawia się nad wynajęciem statku, zamierza założyć firmę turystyczną. Zygmunt nie chce o tym słyszeć, ale gdy Jastrząb zleca mu remont silników, by statek mógł pływać, zgadza się obejrzeć maszyny. Agata poznaje Bartka, czarnoskórego chłopca, który jest nią oszołomiony do tego stopnia, że spada z roweru. Bartek okazuje się synem Bogusi. Jest z wykształcenia ekonomistą i matka próbuje mu załatwić pracę w banku, ale Bartek ma duszę artysty. W mediach wciąż huczy o kradzieży obrazu Memlinga. Zygmunt dorywczo pracuje w pralni Tadeusza Strusia jako konserwator pralek. Podsłuchuje tam przypadkiem rozmowę, z której wynika, że właścicielka statku oraz niedawno otwartej galerii sztuki, Malina Maliszewska wraz ze Strusiem planują jakiś mętny interes. Potrzebny jest im do tego pływający statek oraz załoga. Zygmunt próbuje ostrzec Henryka, ale - na pozór - bezskutecznie, Henryk już zdążył zawrzeć z Maliszewską dziwnie korzystną umowę na wynajem statku i nie zamierza się wycofać.

SZYBKA KASA (3)

  • Odcinek serialu
  • 24 min

Henryk, który dotąd pomagał finansowo swojej siostrze Zosi, potrzebuje pieniędzy na remont statku i rozruch firmy turystycznej, więc musi ograniczyć wsparcie dla rodziny. Zosia namawia Zygmunta, żeby przyłączył się do Henryka. Zygmunt jest w rozterce i puszczają mu nerwy. Podczas męskiej rozmowy Henryk tłumaczy szwagrowi, że wziął poważnie jego ostrzeżenia przed Maliszewską. Zygmunt uspokojony bierze się do naprawiania maszyn na statku, o czym tak naprawdę od początku marzył. Henryk stara się o kredyt, ale żaden bank nie bierze go poważnie. Maliszewska zgadza się na odroczenie spłat czynszu za statek. Henryk, chorobliwie uczciwy, nie chce się na to zgodzić. Zaczyna się domyślać, co knuje Maliszewska razem ze Strusiem. Zosia, z wykształcenia historyk sztuki, zaczyna szukać pracy, tym bardziej, że nakłania ją do tego Bogusia. Dowiaduje się, że Maliszewska potrzebuje kogoś do pomocy w galerii. Mimo ostrzeżeń znajomych, przyjmuje tę pracę. Razem z Bogusią postanawiają to uczcić. Zdesperowany Henryk znajduje dość ryzykowny sposób na zdobycie pieniędzy - idzie do kasyna. Tam spotyka Zosię z Bogusią, której wciąż nie jest obojętny.

Ekipa
pełna | skrócona | schowaj

ZAŁOGA POSZUKIWANA (4)

  • Odcinek serialu
  • 23 min

Dzięki pomocy Bogusi Henryk nie stracił wszystkiego w kasynie. Ma pieniądze na remont statku, teraz musi skompletować załogę. Agata zostaje jego asystentką i specjalistką od promocji. Pomaga jej w tym pani Ludwika, przyjaciółka jej nieżyjącej już babci. Pani Ludwika wydaje pismo "Dobre wiadomości z Sopotu". Dora, kelnerka z knajpy Jastrzębia, po pewnych wahaniach postanawia zostać na statku. Do załogi przyłącza się kucharz Maciek oraz Wincenty Jastrząb jako bosman. W Henryku zaczyna się budzić dawne uczucie do Bogusi, wspominają razem młodzieńcze lata. Jednocześnie Maliszewska w sobie tylko wiadomych celach próbuje uwieść Henryka, ale z miernym skutkiem. Zosia znajduje przypadkiem w galerii GPS z mapami wybrzeża morskiego. Maliszewska i Struś częściowo ujawniają swoje plany. Obraz Memlinga został skradziony na ich zlecenie i teraz zamierzają go przemycić przez morską granicę. Struś, którego żona wyrzuciła z domu, mieszka w kanciapie w pralni i wpadł w depresję z nadmiaru stresu. Boi się, że Henryk, kryształowo uczciwy człowiek, domyśli się czegoś i przeszkodzi w akcji, którą planują od kilku miesięcy. Maliszewska obiecuje, że da sobie radę z kapitanem. Zaprasza Henryka do siebie na kolację.

BAL KAPITAŃSKI (5)

  • Odcinek serialu
  • 22 min

Na zaproszenie Henryka statek odwiedza prezydent Sopotu. Jest zadowolony, że cieszący się złą sławą lokal zmienia się w reprezentacyjne miejsce, które może być chlubą miasta. Załoga przygotowuje się do chrztu statku i inauguracyjnego rejsu połączonego z balem. Henryk nie chce zaprosić na bal Maliszewskiej - właścicielki statku - ale ulega presji rodziny i wymogom dobrego wychowania. Boi się trochę, że Maliszewska będzie chciała zrealizować swoje plany podczas balu. Pani Ludwika zostaje matką chrzestną. Statek od tej chwili nosi imię Parasolnika, legendarnej postaci Sopotu. Na balu pojawia się mnóstwo gości. Agata po raz pierwszy ma wystąpić przed publicznością razem ze swoim zespołem. Henryk chciałby ten bal spędzić z Bogusią, ale musi pilnować Maliszewskiej, która przyniosła mu w prezencie obraz ze swojej galerii. Bogusia jest smutna i upokorzona, tym bardziej, że jej syn, czarnoskóry Bartek, obsługuje gości jako kelner. Henryk sprawia wrażenie, jakby był zainteresowany wyłącznie Maliszewską. Nawet jego córka Agnieszka jest tym zniesmaczona.

PRZESYŁKA I DORSZE (6)

  • Odcinek serialu
  • 23 min

Henryk tłumaczy się Bogusi ze swojego zachowania podczas balu. Przeprasza ją, mimo to ona już podjęła decyzję, że wyjedzie z Polski, że razem z Bartkiem wrócą do Ameryki. Maliszewska - zgodnie z umową, jaką wcześniej zawarła z Henrykiem - wybiera się statkiem na dorsze. Chce, żeby z załogi na statku był tylko kapitan, mechanik i bosman. Ona pojawia się razem ze Strusiem. Henryk i Zygmunt, współdziałając, udaremniają jej akcję i odzyskują skradziony obraz Memlinga. Maliszewska nie zdaje sobie z tego sprawy. Po powrocie informuje odbiorcę, że wykonała zadanie. Pieniądze wpływają na jej konta. Wtedy słyszy w telewizji wiadomość, że obraz w tajemniczy sposób wrócił do swoich prawowitych właścicieli.

2017.02.11 07:15:33
© 1998-2017 Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi. Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl jest bazą danych chronioną przepisami Ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych (Dz. U. 2001 nr 128 poz. 1402). Kopiowanie treści zawartych w serwisie bez zgody redakcji zabronione. Kopiowanie i wykorzystywanie fotosów oraz materiałów audiowizualnych zamieszczonych w serwisie bezwzględnie zabronione, z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych przez prawo. Cytowanie fragmentów treści zawartych w serwisie wymaga zgody redakcji. W każdym przypadku konieczne jest podanie źródła w podpisie pod cytowanym fragmentem. W przypadku portali internetowych żródło musi być linkiem do serwisu filmpolski.pl.
Ta strona używa plików cookie. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Krzysztof WiktorGlinka Agencye-teatr.plAnna Gostkowska