Wyszukiwaniex

Proszę wpisać poszukiwane słowo lub jego fragment.

Opcja fragment pozwala wyszukać każde wystąpienie poszukiwanego wyrażenia.

Opcja początek pozwala wyszukać wszystkie tytuły i nazwiska rozpoczynające się od wyszukiwanego wyrażenia.

Opcja dokładnie wyszukuje tylko te filmy i osoby, których tytuły, imiona i/lub nazwiska są takie same jak wyszukiwane wyrażenie.

WAŻNE! Proszę pamiętać, że każda osoba wpisana jest do bazy w formie „nazwisko, imię”. Wyszukując osoby w opcji początek należy wpisać jej nazwisko lub jego początkowy fragment, w opcji dokładnie należy wpisać np. Kowalski, Jan (nie Jan Kowalski). W tej opcji wpisanie przecinka i spacji JEST KONIECZNE.

Szukaj w bazie

Przywrócone arcydzieła w Krakowie: "33 sceny z życia" i "Pitbull"

17 czerwca 2021

Po przerwie Małopolski Ogród Sztuki (Kraków, ul. Rajska 12) powraca do organizacji stacjonarnych spotkań z cyklu "Przywrócone arcydzieła". Jest to autorski cykl krytyka Łukasza Maciejewskiego przypominającego najlepsze filmy polskie i ich twórców.


28 czerwca o godzinie 19.00 Łukasz Maciejewski zaprezentuje film Małgorzaty Szumowskiej "33 sceny z życia". Po projekcji gospodarz spotkania zaprasza na rozmowę z aktorami występującymi w filmie, Małgorzatą Hajewską-Krzysztofik i Rafałem Maćkowiakiem.


Kolejne spotkanie z cyklu odbędzie się już 8 lipca. Wtedy gospodarz zaprezentuje "Pitbulla" w reżyserii Patryka Vegi, a gościem będzie Andrzej Grabowski.

Łukasz Maciejewski o "33 scenach z życia":
Po nagrodzie w Locarno, po festiwalowych premierach - w Gdyni i w Warszawie, próbowano film Małgorzaty Szumowskiej opisywać na różne sposoby. Analizować saute lub z przyprawami (interpretacyjnymi). Wszystkie krytyczne dociekania z reguły kończyły się jednak tym samym, mizernym jak warkoczyk lękliwej dziewicy stwierdzeniem, że Szumowska nakręciła film o sobie, poprzez siebie, tyle że dla innych. A im częściej reżyserka, pytana o ów autobiograficzny aneks chyba we wszystkich wywiadach (wyrazy współczucia), tłumaczyła się, że jej własna biografia przeniesiona na ekran wprost, byłaby trudna do zniesienia przez widza, tym gęściej roiło się od dywagacji i biograficznych domniemań. Czy Hajewska to na pewno Terakowska, co naprawdę powiedział Maciej Szumowski Hudziakiem, albo czy z Kaśki Nowak rzeczywiście była taka Kuna (Iza)?
Autobiografizm jest z mniejszym lub większym powodzeniem wykorzystywany przez co drugiego artystę. Nic dziwnego: żyjemy (tworzymy) poprzez siebie. Budujemy życiową - a czasami także zawodową - tożsamość stale pamiętając o własnych i cudzych doświadczeniach, potknięciach, marzeniach, o piekle domu rodzinnego albo sielance jakichś pięciu minut szczęścia, które musiały wystarczyć na pozostałe kwadranse życia. Małgorzata Szumowska nie była zatem ani wyjątkowa, ani szczególnie oryginalna, ważne jednak, że czerpiąc z siebie, z prywatnych wspomnień, reżyserka uchroniła się przed bezwiednym kiczem pamięci, który z reguły wszystko upiększa, bławaci i bałamuci. Okrutne wspomnienia zamienia w liryczną kupę.
W tym znaczeniu Szumowskiej znacznie bliżej do Junga, niż Freuda. W "33 scenach z życia" reżyserce udało się bowiem z powodzeniem sięgnąć w głąb prywatnych przeżyć, ale także do trzewi (jaźni) cudzego - czyli naszego - życia, które jak gdyby przy okazji mogło być także prywatnym "bytem" reżyserki. To bolesna podświadomość, gdyż Małgorzata Szumowska wnikliwie pokazała, że od śmierci nie ma ucieczki. Zawsze, na każdym etapie naszej drogi, ktoś odchodzi. Bliski lub daleki: gwiazda naszych wzruszeń (babcia lub mama), gwiazda seksu, gwiazda ekranu. Reżyserkę nie interesował jednak wyłącznie emocjonalny status opuszczonego, Szumowską zafascynowało coś innego. Fakt, że po odejściu bliskich, ciągle przecież żyjemy, nie wariujemy. Czy zatem możemy się ze śmierci nabijać, czy jednak - w zgodzie z konwenansem, z wpojoną nam kulturą - koniecznie musimy płakać. Te pytania brzmią dotkliwie, bo zostały w filmie zadane wprost. Bez uników w postaci barokowych naddatków scenograficznych, upoetyzowanych zdjęć, bez mimowolnego nawet patosu. Śmierć w "33 scenach" jest tylko finałową sceną czyjegoś życia. Ale równolegle sceną, która odmienia życie dzieci, kochanków, współmałżonków, albo psa. Jak temu sprostać?
"Coś, jakby możliwość choroby" - pisał, o odchodzeniu, Rainer Maria Rilke. Coś jakby możliwość choroby przydarzyło się bohaterom filmu Małgorzaty Szumowskiej. To była "choroba" ciała i duszy. Obie przebiegały równolegle. Najpierw umiera pies, potem choruje mama - rak; choruje córka - serce, kolejny miłosny zawał. Wreszcie zaczyna chorować ojciec - z tęsknoty, potem umiera. Idealny świat rodzinnej sielanki z pierwszej sceny, w 33-ej okazuje się tylko lichym domkiem z kart. Wystarczy jedno dmuchnięcie, chorobliwy wyziew, żeby wszystko się zawaliło. Ale przecież nikt nie dostrzegł niezwykłości tych wydarzeń. Planety (ludzkie) po staremu, jak w szlagierze Maanamu, ciągle szaleją, szaleją, szaleją - i śmieją się, śmieją, śmieją… z nas. Tylko życiowy rachunek nie zostanie już wyrównany. Po odejściu bliskich nie dostaniemy reszty: za smutek po rozstaniu, za wspominanie uśmiechów i żali, za bolesne sny, albo za to jedno ciastko, które mama chciała koniecznie zjeść przed śmiercią. Czy smakowało?


Łukasz Maciejewski o "Pitbullu" i Andrzeju Grabowskim:
Pierwszy "Pitbull" to było świetne kino. Kropka. Po kropce nie ma przecinka, i nie zmieni tego wszystko to, co w kinie Vegi wydarzyło się potem.
A w tym świetnym filmie zaskoczyło mnie wiele rzeczy, jednak przede wszystkim aktorstwo. Młodzi grali jak z nut (Dorociński, Rosati, Mohr), a starsi odkrywali nową dla siebie partyturę (Gajos, Stroiński). Taki był również Andrzej Grabowski. Jacek "Gebels" Goc. Glina, który nie kradnie.
Ciut pokiereszowany, mocno niewsypany, ociężały tym całym zmęczeniem. Zmęczeniem narastającym latami, tygodniami. Wszystko, co złe już widział, nic i nikt go nie zaskoczy. I nie bardzo jest czego szukać, ani mieć nadzieję. Gebels nie ma złudzeń, zachwaszcza język, bo w jego domowym ogródku i tak wszystko uschnięte.
Jaka to świetna rola, jaki świetny i inny był w tym filmie Grabowski.
Nowy, waham się teraz, inny na pewno. Inny niż w "Kiepskich", ale to był przecież Andrzej Grabowski już po przełomowej "Bożej podszewce", po "Dniu świra", nie mówiąc o wielu wybitnych rolach teatralnych (oglądałem wiele z nich) granych w Krakowie, w Teatrze Słowackiego.
"Inny" Grabowski nie był więc dla mnie zaskoczeniem, ale siła rażenia i rozpoznawalność "Pitbulla" sprawiła, że mniej więcej od tamtego czasu, od tamtego momentu, Andrzej Grabowski wygrał z łatką Ferdka na wieki wieków.

© 1998-2021 Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi.
Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl jest bazą danych chronioną przepisami Ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych (Dz. U. 2001 nr 128 poz. 1402). Kopiowanie treści zawartych w serwisie bez zgody redakcji zabronione. Kopiowanie i wykorzystywanie fotosów oraz materiałów audiowizualnych zamieszczonych w serwisie bezwzględnie zabronione, z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych przez prawo. Cytowanie fragmentów treści zawartych w serwisie wymaga zgody redakcji. W każdym przypadku konieczne jest podanie źródła w podpisie pod cytowanym fragmentem. W przypadku portali internetowych żródło musi być linkiem do serwisu filmpolski.pl.
Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl działa na podstawie art. 2 Ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. 2018 poz. 1000).
Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl współpracuje z TVN w zakresie publikacji promocyjnych materiałów audiowizualnych. Administratorem danych pozyskanych w związku z emisją tych materiałów jest TVN.
Ta strona używa plików cookie. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Glinka Agencye-teatr.plInstytut Teatralny im. Zbigniewa RaszewskiegoStowarzyszenie Autorw Zdj Filmowych