Przywrócone arcydzieła w Krakowie: "Róża"
10 kwietnia 2026
Zapraszamy na kolejne spotkanie w Małopolskim Ogrodzie Sztuki (Kraków, ul. Rajska 12) w ramach cyklu "Przywrócone arcydzieła". Jest to autorski program krytyka Łukasza Maciejewskiego przypominającego najlepsze filmy polskie i ich twórców.
13 kwietnia o godzinie 19.00 Łukasz Maciejewski zaprasza na seans "Róży" Wojciecha Smarzowskiego. Po seansie gospodarz spotkania będzie rozmawiał z reżyserem filmu oraz z Agatą Kuleszą, odtwórczynią roli tytułowej.
Od Łukasza Maciejewskiego:
Melodramat mazurski, ale melodramat przetrącony, ale historia Mazurów opowiedziana przez Smarzowskiego bolesna i dotkliwa.
Ten film boli.
Boli, ponieważ Smarzowski uczy nas tego, że o historii trzeba rozmawiać w tonacji mocnej, ostrej, bezwzględnej czasami, i że zanurzenie w historii zbiorowej, jest zawsze, do pewnego stopnia, sprawą prywatną. Ma twarz Tadeusza i Róży. Jakiegoś Tadeusza, jakiejś Róży. Jakichś ludzi. Żyli, działali, kochali, cierpieli. A jeżeli jest to dodatkowo twarz Marcina Dorocińskiego, twarz Agaty Kuleszy, twarz ich talentu, to owa historia zamienia się w przypowieść. Dudniące memento.
Agata Kulesza opowiadała mi, że to jeden z tych tytułów, który kosztował ją tak wiele, że nigdy potem nie miała siły wracać do „Róży”, obejrzeć film ponownie, odważy się dopiero w Krakowie.
W „Aktorkach” mówiła mi: „Na pewno sporo mnie ten film kosztował. Ciało było rozgrzane i musiało pracować na pewnej emocji, żeby dać widzowi możliwość uwierzenia w kogoś takiego jak Róża. Na planie przeżyłam wtedy wiele magicznych zdarzeń. Jest taka scena krzyku Róży, wycia właściwie. Bałam się tej sceny. Mówiłam: „Cholera jasna, dobrze, że nie wstydzę się ekipy, ale przed tą sceną bałam się, musiałam wywalić bebechy. Powiedziałam do siebie: Agata, jeśli nie zrobisz tego teraz, za pierwszym podejściem, nie znajdziesz tego bólu, już tego nie zagrasz”. I zagraliśmy tę scenę, i mnie zadziwił dźwięk, który się ze mnie wydostał – nie sądziłam, że mam coś takiego w środku. To nie ja, to Róża miała. Róża miała ten dziki, obłąkańczy – można powiedzieć – kwik, jęk zarzynanego prosiaka".
Jeden z najważniejszych dla mnie filmów Wojciecha Smarzowskiego, wybitne role Kuleszy i Dorocińskiego (a także Preis, Braciaka, Buss), zdjęcia Sobocińskiego, scenografia Zawieruchy, muzyka Trzaski.
Kino zostawiające ślad.







